• foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
foto-ptaki.pl arrow Ptaki arrow Sieweczkowe zmagania
 

Sonda

Jakiego typu informacji szukasz tu najczęściej?


 

Jaki korpus uważasz za najlepszy do fotografowania ptaków?


 

Jaki obiektyw uważasz za najlepszy do fotografowania ptaków?


 

Sieweczkowe zmagania Email
Autor: Kazimierz Pańszczyk   
Kazimierz Pańszczyk Monotonny kamieniec, w skład którego wchodzą głównie granitowo-piaskowe otoczaki, a gdzieś po środku tego skalnego chaosu - mała, nadzwyczaj sprawnie biegająca sieweczka rzeczna. Trzeba przyznać, że całość zarówno pod względem gatunkowym jak i scenograficznym jeszcze nie dopinguje do podjęcia fotograficznych zmagań. Z drugiej jednak strony patrząc przez obiektyw na skaliste brzegi Dunajca uświadomiłem sobie jak nietypowe środowisko upodobały sobie te ptaki.
Kazimierz Pańszczyk
Kamienie nad Dunajcem© Kazimierz Pańszczyk
Przeważnie sieweczki widuje się na piaszczysto żwirowym podłożu lub też na wysychających mulistych oczkach wodnych w sąsiedztwie rzek, stawów oraz zbiorników wodnych. Natomiast w tym miejscu granitowe otoczaki wręcz przytłaczały te nieduże skądinąd ptaki. I w głównej mierze to nietypowe miejsce zadecydowało, że w ogóle „sieweczkowy" temat został podjęty. Z drugiej jednak strony zbyt dużego wyboru nie było. Nie ma się co oszukiwać, Podhale nie oferuje nadmiernie rozwiniętego wachlarza gatunków ptaków, aby można, ot tak sobie, wybrzydzać i przebierać w nich do woli. Ptactwa wodno-błotnego jest tu jak na lekarstwo, a z kolei gatunków tych typowo górskich też jakoś nie widać. A zatem sieweczka w tym wypadku to nie jakaś tam byle ptaszyna tylko naprawdę rzadki gość na podhalańskiej ziemi. Zresztą sam fakt, że na czterokilometrowym odcinku potoku napotkałem zaledwie kilka par mówi już samo za siebie. Tak uszczuplona reprezentacja sieweczki rzecznej na ziemi nowotarskiej jest zapewne odzwierciedleniem nie do końca przemyślanej regulacji Białego Dunajca, która, pod koniec lat 70-tych ubiegłego stulecia, bardzo poraniła ten górski potok. No, ale narzekanie bynajmniej nic tu nie zmieni, stan liczebny jest taki jaki jest i tylko można mieć nadzieję, że w przyszłości sieweczka stanie się bardziej liczna na całym odcinku zarówno Białego jak i Czarnego Dunajca.

Dobór odpowiedniego miejsca też nie był prosty, niemniej z pobieżnych obserwacji wynikało, że najlepiej będzie, mimo wszystko, zasiąść na jednej ze skalistych wysepek gdzie co jakiś czas zalatują te ptaki.
Sieweczka rzeczna
Sieweczka rzeczna - Tringa hypoleucos© Kazimierz Pańszczyk
Przy tak sporadycznej ich ilości bowiem, siedzenie nad brzegiem w przypadkowym miejscu nie miałoby najmniejszego sensu. Natomiast wysepka o rozmiarach 3x10m w pewnym stopniu już ogranicza pole poruszania się ptaków. Tym bardziej, że z wcześniejszych obserwacji wynikało, że sieweczki jak najbardziej preferują tego typu skalne wysepki. Z doborem odpowiedniego miejsca też nie było większego problemu gdyż Biały Dunajec już od dawna płynie jak sam chce, a nie jak próbowano go kiedyś ukształtować. Ponadto, zasiadając na tym ponownie „zdziczałym" odcinku rzeki była szansa na gratisowe „ustrzelenie" czapli, a być może nawet i bociana czarnego.


Rozpoznanie, a następnie zasiadka na jednej ze skalistych wysepek przyniosła pierwsze zadowalające wyniki. Faza druga to oczywiście analiza zdjęć i pierwsze krytyczne spojrzenie:

- nie takie światło.
- perspektywa nieco za wysoka.
- to znowu kamienie wydają się za jasne.
- i wreszcie - dylemat: lepiej zasiąść bliżej, czy może dalej od wody?

Zasada w ptasiej fotografii jest mniej więcej taka - im dłużej pastwimy się nad własnym zdjęciem, tym gorzej ono wypada w naszych oczach. Tak czy owak nie słyszałem, aby ktokolwiek od pierwszego podejścia zrobił serię ujęć, z których byłby tak naprawdę do końca zadowolony. Z drugiej jednak strony uprawiając zastaną formę fotografii przyrodniczej, czyli najprościej mówiąc „ptasią reporterkę" nie mamy zbyt dużego manewru. O ile w fotografii „padliniarskiej" można znacząco wpływać na scenografię to już w tak zwanych ujęciach niezamierzonych musimy zdać się na zupełny przypadek. Aczkolwiek zarówno w jednej jak i drugiej dziedzinie efekty mogą być mizerne, jak i też zaskakująco dobre. Oczywiście, w dużej mierze uzależnione jest to od sprzętu, umiejętności, pomysłowości i, co tu dużo mówić, również od przysłowiowej odrobiny szczęścia.

Sieweczka rzeczna
Sieweczka rzeczna - Charadrius dubius© Kazimierz Pańszczyk
Pierwsze ujęcia jakie wykonaliśmy z kolegą, powiedzmy, że były zadowalające, jednak po wnikliwszej analizie zawsze pozostaje jakiś tam niedosyt. Postanowiliśmy, że temat mimo wszystko w najbliższym czasie trzeba będzie powtórzyć. Druga zasiadka okazała się zupełnym niewypałem ze względu na pochmurny dzień i kiepskie światło. Należało oczywiście sesję jak najszybciej wznowić, ale jak na złość przez kolejne dwie niedziele pod Tatrami była istna „siąpawica". Dopiero trzecia niedziela zapowiadała się, przynajmniej z rana, całkiem przyzwoicie. Ponowna zasiadka na skalnej wysepce i wyczekiwanie na dogodne ujecie. Jak za pierwszym wyjściem wszystko szło dobrze, tak teraz niemal od początku nic się nie układało. Ptaki pojawiały się nadzwyczaj rzadko i to dosłownie na krótką chwilę nie dając większych możliwości kompozycyjnych. Na domiar złego słońce już od rana przypiekało wręcz niemiłosiernie. Mały zielony namiocik już o 8;00 rano chłonął promienie słoneczne niczym dobry solar. Siedzenie w upale „pod szmatą", na dodatek w niezbyt wygodnej pozycji na skalnym rumoszu, nie zaliczyłbym do najprzyjemniejszych. Jednak motorem fotografii przyrodniczej jest ciągła nadzieja, że za moment coś się pojawi i wszelkie niewygody z tym związane prysną jak bańka mydlana. Niestety, okazało się, że nie tym razem.

Kuliczek piskliwy
Brodziec piskliwy (Kuliczek piskliwy). Actitis hypoleucos© Kazimierz Pańszczyk
Kilka wykonanych pospiesznie ujęć nie wróżyło zadowalających wyników, niemniej z doświadczenia wiedziałem, że cierpliwość niemal zawsze się opłaca. Poza tym, mówiąc już sloganem fotoprzyrodniczym, zawsze najbardziej cieszą „dobrze wysiedziane ujęcia". Tymczasem od strony Tatr od jakiegoś już czasu dochodziły odgłosy burzy. Ciemne chmury nie wróżyły nic dobrego, z drugiej jednak strony do samochodu miałem nie więcej jak 100-120m, a zatem nie było się też czego obawiać. Ponadto liczyłem, że sieweczki przed deszczem zaczną intensywniej żerować, a wówczas będzie szansa na większą ilość dobrych ujęć. Niestety, w tym wypadku reguła się nie potwierdziła. W zasadzie w tym miejscu powinienem zakończyć niedzielną sesję, gdyby nie kuliczek piskliwy, który na krótką chwilę odwiedził moją małą skalną wysepkę. Podbudowany, że mimo wszystko coś się jednak dzieje postanowiłem jeszcze chwilę posiedzieć, a nóż zjawi się ponownie? A może zawita jeszcze jakiś inny siewkus, być może pliszka mnie odwiedzi, jak ostatnio? Pomyślałem, że mimo wszystko trzeba jeszcze dać losowi odrobinę szansy przynajmniej przez jakiś czas. Zawsze w takich sytuacjach ma się nadzieję, że za chwilę coś niezwykłego się wydarzy. Niestety, nic takiego nie miało miejsca. Na szczęście słońce skryło się już w chmurach i przynajmniej upał nie dawał się tak okropnie we znaki. Jednak muchy, komary i wszelkie krwiożercze bestie jakie tylko unoszą się nad wodą cisnęły się niemiłosiernie przez niemal wszystkie szczelinki namiotu, aby tylko nasycić się moim cennym Rh.
Sieweczka rzeczna
Sieweczka rzeczna - Charadrius dubius© Kazimierz Pańszczyk
Ale co tam komary, siedziałem nadal wytrwale w nadziei, że może chociaż kilka ujęć uda się wycisnąć z tego małego siewkusa? Ale gdzie tam. W pewnej chwili przez szum Dunajca przedarł się głos mojego kolegi z brzegu, który nieco wyżej też próbował szczęścia z tymi ptakami. Zbieraj się, woda się podnosi (...).

I faktycznie, nawet nie zauważyłem, że moja wyspa zmalała i to o połowę. Wiedziałem, że górskie potoki potrafią niemal natychmiast wzbierać, ale żeby w ciągu kilku minut? Na taką niespodziankę, przyznam, że nie byłem przygotowany. Najwyraźniej nie było na co czekać, do suchego lądu miałem nie więcej jak ze 4 metry, problem jednak polega na tym, że w górskim potoku jeśli poziom wody przekroczy wysokość kolan można się na nogach po prostu nie utrzymać. Porwany wartkim nurtem utopiłbym sprzęt jak 2x2. A byłoby szkoda bo przez lata zdążyłem się bardzo przyzwyczaić do swoich nieco zabytkowych już szkieł. Woda wzbierała coraz mocniej, przeprawa przez dwumetrowy przesmyk z całym tym majdanem okazała się niemal ekwilibrystycznym wyczynem. Doprawdy byłem szczęśliwy, że w młodości miałem okazję niejednokrotnie przeprawiać się przez rwący nurt Dunajca i wiedziałem jak należy w takiej sytuacji się zachować. Oczywiście, poddanie się nurtowi jest skuteczne tylko do pewnego momentu, przy większej wodzie nie ma mocnych,
© Kazimierz Pańszczyk
© Kazimierz Pańszczyk
płynie się porwanym przez szalejąca wodę i trzeba mieć wielkie szczęście aby dryfując z prądem za mocno nie poobijać dupska i kolan. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Po kilkunastu minutach jak się już pakowaliśmy wykręcając mokre spodnie spojrzałem raz jeszcze w stronę rzeki i mojej wysepki nie było już widać. Gdzieś powyżej musiała być solidna ulewa skoro Dunajec w tak krótkim czasie przybrał.

To była kolejna, któraś już z rzędu pechowa niedziela. Tak też, niestety, wyglądał cały ubiegły rok. O ile w poprzednich latach robiliśmy naprawdę dużo porządnych, co prawda nikomu niepotrzebnych zdjęć, to fotograficzny bilans minionego lata zamknął się niestety na kilku wątpliwej wagi ujęciach i 999 komarowych bąblach. Gdyby jeszcze w feralną niedzielę doszło do przymusowej kąpieli ze sprzętem, to niewątpliwie wakacyjna foto-przygoda zamknęłaby się już na sporym minusie.

Kazimierz Pańszczyk
O autorze
 
 
2007-2017 © Paweł Wietecha, nota prawna
 jesteśmy też na facebooku ostatnia aktualizacja: 05.04.2015, 18:29co nowego?
1x1px_trns.gif