• foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
foto-ptaki.pl arrow Fotoopowieści arrow Nieuchwytny drapieżca
 

Sonda

Sprzętu jakiej marki używasz najczęściej?


 

Jak archiwizujesz zdjęcia?


 

Nieuchwytny drapieżca Email
Autor: Tomasz Kłosowski   
Tomasz Kłosowski
zobacz powiększenie w galerii
Jastrząb© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Sfotografować zjawę... Tak można w najkrótszych słowach ująć zamiar uwiecznienia na zdjęciu jastrzębia. Wśród zwierząt zamieszkujących nasze lasy nie brak wprawdzie innych zjaw - jak choćby ryś, wilk czy niedźwiedź. Ale one są naprawdę rzadkością. Tymczasem jastrząb - to istota pospolita, a mimo to tak nieuchwytna, że w naszej wyobraźni istnieje na prawach zjawy. To jeden z najbardziej skrytych z wszystkich - nie tylko drapieżnych - ptaków.

Tym większym był zawsze dla nas wyzwaniem. I znamienne, że gdy myszołowy, krogulce, błotniaki, a od pewnego czasu nawet bieliki traktowaliśmy już jako na każdym kroku spotykane pospólstwo, on pozostawał w naszych wyobrażeniach cennym, ekscytującym rarytasem.
Jastrząb jest przy tym ptakiem prowokująco urodziwym. Jasne, popielate upierzenie robią wręcz eleganckie wrażenie, poprzeczne prążkowanie przykuwa wzrok, a spojrzenie jasnożółtych, dużych oczu, patrzących spod wydatnych 'brwi" wydaje się przejmujące i groźne. Nawet w tych rzadkich i krótkich chwilach, gdy mamy szanse je uchwycić. jastrzębie natomiast mają co w lesie łapać i nie muszą się fatygować na podwórka. Aż pewnego razu...
Za olchowym płotkiem, łączącym narożniki domu i chlewa, a oddzielającym podwórze od pola, posłyszałem gwałtowny trzepot i gdakanie.

Skryty za płotem
Z wiejskiego obejścia, w którym przez lata mieszkaliśmy, drób wychodził sobie swobodnie na pola i do lasu. Gospodarze oczywiście narzekali, że jastrząb "kury bierze", ale jakoś nie byli gotowi przypilnować stadka. Tłumaczyłem, jako żarliwy obrońca ptaków drapieżnych, że większość drobiu zapewne pada ofiarą lisów i kłusujących kundli,
zobacz powiększenie w galerii
Jastrząb© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Wyjrzawszy zza sztachet, ujrzałem biegnącego w panice wzdłuż ściany chlewa dużego kurczaka, którego z powietrza dosłownie dosiadał spory ptak drapieżny. Drobiowy młodzieniaszek bez wątpienia dał by w tej przygodzie głowę, ale napastnik, ujrzawszy nagle ludzką postać, rozpaczliwie zatrzepotał i śmignął za najbliższy węgieł. Przerażony kurczak zaś, ciągnąc za sobą smugę pierza, jak szalony pomknął do otwartej letniej kuchni i wskoczył na komin między gary. Widocznie uznał kuchenną płytę za ciepłe, opiekuńcze ciało kwoki...
Nie, nie miałem podczas tej przygody okazji spojrzeć w oczy jastrzębiowi. Tak naprawdę, to nie mogłem mieć nawet pewności, że to rzeczywiście był on - ale któż by inny? Tylko jastrząb atakuje w tak dynamiczny sposób ofiarę tuż przy ziemi. Szaleńczo, nie zważając przy tym na niebezpieczeństwa. Podobno potrafi wpaść za kurą do kurnika, gdzie sprytny gospodarz może go zamknąć i ukatrupić. Kiedyś uważałem opowieści o takich zdarzeniach za przejaskrawione bajeczki, ale od tamtego razu spojrzałem na nie inaczej. Oczywiście, o zrobieniu jakiegokolwiek zdjęcia tej akcji drapieżnika nie było co marzyć. Nawet, gdybym miał akurat w ręku aparat. Po tym zdarzeniu jastrząb zaczął mi się jako obiekt fotograficzny wydawać jeszcze bardziej nieprzystępny.

Buszujący w szuwarach
Ukrywaliśmy się w czatowni na skraju zagubionego w szuwarach starorzecza.
zobacz powiększenie w galerii
Jastrząb© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Obok tkwiła prawie nie używana, nieomal zatopiona łódeczka. Wystająca z wody część burty była mocno pobielona ptasimi odchodami. Zapewne siadywał tam, susząc pióra, niejeden związany ze środowiskiem wodnym przedstawiciel skrzydlatego rodu. Ale leśniczy, który do spółki z nami urządzał czatownię i siadywał w niej z aparatem na zmianę z nami, szepnął nam: - Uważajcie, na tej łódce siaduje jastrząb! Raz próbowałem do niego wycelować, ale uciekł.
My jednak nie mieliśmy szczęścia widzieć na tym stanowisku drapieżnika. Na zmianę z Grześkiem przesiadywaliśmy w ciasnocie czatowni, zwykle nudząc się jak mopsy, bo nad wodą jakoś niewiele się działo. Tego dnia kolejka czatowania wypadła na Grześka, który z głębokim westchnieniem zanurkował w wilgotne wnętrze namiotu. Gdy go stamtąd po południu zabierałem, wynurzył się rozpromieniony. Po paru godzinach sakramenckiej nudy usłyszał nagle hałaśliwy trzepot, chlapanie i ujrzał na skraju szuwarów jastrzębia, wzbijającego pod niebo bryzgi wody. Co trzepocący ptak próbował się wzbić, spadał znów w wodę i można było mieć wrażenie, że tonie. Pierwsza myśl brata, nieco absurdalna: że tym razem śmigły drapieżnik sam stał się ofiarą jakiegoś innego, silniejszego. Może sięgnął długą, żółtą i zbrojną w szpony nogą po rybę, a za kończynę chwycił go potężny szczupak? A może po prosto zaplątał się w splątane łodygi pokaźnych roślin wodnych? Trudno byłoby w to uwierzyć wiedząc, jak sprawnie porusza się ten skrzydlaty drapieżca po wszelkich gąszczach, sterując długim ogonem.
zobacz powiększenie w galerii
Jastrząb© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Dopiero po chwili mój pilny towarzysz łowów zauważył, że jednak jastrząb jest i tutaj nie ofiarą, lecz ciemiężcą. Ciągnie za sobą oto coś dużego, co wygląda jak gałąź. Ale po chwili oko mojego brata zdołało wyłowić z chaosu rozbryzgów, błota i łodyg spory dziób, płaski i zaokrąglony jak warząchew. Tak! Jastrząb ciągnął po wodzie kaczkę, prawdopodobnie już martwą, trzymaną za częściowo oskubaną szyję. I to jaką kaczkę! Taki dziób może mieć tylko płaskonos - rzadki i ginący gatunek. Ale drapieżnika nie interesują nasze ochronne standardy, nasze czerwone księgi czy dyrektywy Natura 2000. Niemniej - ten szponiasty osobnik najwyraźniej nabrał się na zbyt trudną i ciężką, do tego zaplątującą mu się w nadwodne gąszcza zdobycz. W obawie przed utonięciem porzucił ją więc i umknął. Był to młodociany osobnik, co można było od razu poznać po pionowym, a nie poziomym układzie cętek na spodzie tułowia. Młode jastrzębie dość długo noszą taką szatę, czasem przystępując w niej nawet do lęgów.
Zdjęcie tej sceny nie wypadło zadowalająco, bo wszystko to nastąpiło zbyt daleko od obiektywu i na zbyt niespokojnym tle. Próbowaliśmy wizerunek nadwodnego łowcy jak najbardziej "wyciągnąć" przez uporczywe powiększanie podczas obróbki w cyfrowej ciemni. Zazwyczaj unikamy takich praktyk, ale w przypadku podobnych scen na pewno warto się o nie pokusić.


Pierwszy przy nęcisku
Nasza wiara w zdobycie kiedykolwiek naprawdę udanego zdjęcia ptaka, który robi wszystko, by nie być widocznym, na nowo osłabła. Nie miałem jej nic a nic w sobie, siadając w czatowni przy zwłokach łosia, który wpadł pod pociąg. Zima wokół była sroga, tusza zwierza skamieniała na mrozie i nawet nieliczne ptaki - żądne tłuszczu sikory, wszędobylskie sójki, lubiące przylecieć nas łatwiznę kruki - w ciągu kilku dni przerzedziły swe, zazwyczaj gęste szeregi.
zobacz powiększenie w galerii
Jastrząb© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Zapadał wczesny zimowy zmierzch, świeciła nad lasem już tylko zorza, a ja, licząc na ostatnią dziś chyba okazję zrobienia jakiegoś zdjęcia, nadzieję pokładałem w resztkach światła odbitego od śniegu. Wiatr ustał, nie poruszała się żadna stężała na mrozie gałązka, tylko dziwnym trafem jakiś fragment zmierzwionej łosiowej sierści, i to położony w zacisznym miejscu, bo blisko ziemi, poruszył się parokrotnie i zaczął drzeć, jakby pod wpływem powiewu. I nagle zauważyłem, że ten drgający fragment szarego cielska jest szarym, prążkowanym ptakiem. Jastrząb przybył tu cicho, naprawdę jak zjawa, ledwo widoczny na kudłatym tle. Ciężkie czasy nastały widać w kniei, skoro ten polujący na żywą zdobycz skrzydlaty łowca pofatygował się do truchła. Teraz próbował coś uskubnąć, ale szło mu niesporo. Nie spodobały mu się strzały migawki aparatu, ale nie przerywał swych czynności, mając mnie jednak cały czas na oku. Wreszcie nie wytrzymał spojrzenia wpatrzonego w niego martwego, szklanego oka i niskim lotem pomknął między drzewa. Ale od tego czasu stał się tutaj stałym stołownikiem. Nawet przybywającym tu rankiem jako pierwszy.
Gdy mrozy trochę odpuściły, a skrzydlate i czworonogie bractwo porozwlekało tuszę łosia, samotny jastrząb przeniósł się na rubieże nęciska, jakby w pogardzie dla tej pospolitej czeredy.
zobacz powiększenie w galerii
Jastrząb© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Upatrzony kawałek mięsa brał we władanie i cały czas go pilnował. Na widok ewentualnego szabrownika nakrywał własność rozpostartymi skrzydłami jak namiotem. Ale nie wdawał się w żadne utarczki, tak typowe dla myszołowów i kruków. Osamotniony, robił wręcz tu wrażenie istoty z wyższych ptasich sfer. Tylko sroki miały go za nic, chociaż wolały nie podlatywać zbyt blisko. Musiały jednak dobrze czuć, że jastrząb - ich stały prześladowca - teraz ma co jeść i nie ruszy się, by zapolować. W ogóle - zimowa bieda wydobywa drugą naturę z każdego przedstawiciela świata zwierząt, zupełnie inaczej układa też stosunki między mieszkańcami czy bywalcami kniei.
A my wreszcie narobiliśmy jastrzębiowi zdjęć z bliska. Lepszych i gorszych. Są wśród nich nawet portrety, na których wydaje się on jakiś łagodniejszy, niż zwykle. Czasem czyjeś oblicze w zbliżeniu zmienia wyraz. To dziwna cecha fotografii portretowej. A może tylko złudzenie? Nie wiem. Dla mnie i tak największą satysfakcją było, że wreszcie spojrzałem w oczy temu nieuchwytnemu drapieżcy.
 
 
2007-2017 © Paweł Wietecha, nota prawna
 jesteśmy też na facebooku ostatnia aktualizacja: 05.04.2015, 18:29co nowego?
1x1px_trns.gif