• foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
 

Sonda

Sprzętu jakiej marki używasz najczęściej?


 

Jak archiwizujesz zdjęcia?


 

Żurawie Email
Autor: Lesław Kostkiewicz   
Lesław Kostkiewicz Żurawie, a nie jaskółki stanowiły dla mnie
zobacz powiększenie
Leśna otulina bagien© Lesław Kostkiewicz
pierwszy sygnał tego, że zima powoli daje za wygraną i rozpoczyna się kapryśne przedwiośnie.
Pamiętam, jak pierwszy raz będąc wczesną jesienią w centrum Polesia usłyszałem głos żurawia. Zauroczył mnie ten chór żywych trąb wspierany rechotem żab i cykaniem świerszczy na jesiennym bagnie. Pierwszy raz w życiu czułem ciarki przechodzące po plecach w momencie, gdy cała orkiestra stojąca na ziemi odzywała się na widok kolejnego klucza ptaków w powietrzu. Stojąc na wysokiej wieży widokowej liczyliśmy z Bożeną kolejne osobniki i całe klucze lecące jak za sprawą niewidzialnego magnesu do bagiennego kotła, bulgoczącego wrzawą setek a może nawet i tysięcy osobników.
Żuraw był dla mnie, mieszkańca Śląska, takim symbolem krainy jezior i bagien, kojarzony z północno-wschodnią Polską. Nigdy nie myślałem, że spotkam je gdzieś całkiem blisko, w miniaturowej ostoi, wśród trzcin i bagien...

Budzik jest bezlitosny. Druga w nocy, do tego w marcu, to naprawdę wcześnie.
© Lesław Kostkiewicz
Żurawie© Lesław Kostkiewicz
Szybko się zbieram, kawa, jakiś batonik, sprzęt i już w samochodzie. Za godzinkę z niewielkim „haczykiem” w świetle czołówki wypakowuję plecak, statyw, namiot, krzesełko i siatkę. Sporo tego. Zmieniam wygodne adidasy na ocieplane gumowce plus dwie wełniane skarpety. Kombinezon mam na sobie. Jak ja się z tym zabiorę, to prawie 3 km przez las. Tylko powoli, nie wolno się przegrzać i spocić, bo później zimno. Zabieram swoje 30 kg i powoli ruszam. Lubię to uczucie niepokoju jakie mnie ogarnia podczas wędrówki nocą przez las.
Powoli zbliżam się do bagna. Czy już przyleciały? Jeszcze śnieg leży w lesie, a mróz skrzypi i chrzęści w zmrożonych liściach i trawach. Cisza jest przepełniona szumem krwi w uszach i miarowym oddechem moich zmęczonych płuc. Zatrzymuję się na chwilę. Wsłuchuję się w otaczający mnie mrok szukając oznak życia wokół siebie. Słyszę trzask łamanej gałązki jakieś 20 m obok. Delikatne rytmiczne uderzenia racic w miękkie podłoże wskazują na sarnę. Nie zapalam latarki. Po co płoszyć jeszcze bardziej. Zawsze obiecuję sobie wziąć noktowizor, ale
© Lesław Kostkiewicz
Żuraw© Lesław Kostkiewicz
perspektywa następnych dwóch kilogramów za każdym razem ostudza moje zapały. Parę metrów dalej czuję charakterystyczny zapach rosołowego „magi”. To dziki są przyczyną tego, musiały przed chwilą buszować koło ścieżki.

Nagle środek ciszy rozrywa znajomy klangor. W głowie błysk radości, dodaje sił męczonym już ramionom.
Są, jak co roku, są!!!

Las ucina się nagle. Wychodzę na groblę wokół bagna. Księżyca brak, nie widzę specjalnie niczego oprócz lekkiej mgiełki. Pod nogami gruba warstwa szronu na trawach i zeszłorocznych liściach świadczy o mroźnym poranku. Wydaje mi się, że widzę jak powoli na wschodzie niebo blednieje i zaczyna zmieniać barwę. Spokojnie mam jeszcze prawie dwie godziny do świtu. W paru miejscach grobla schodzi łagodnie w stronę rozlewiska. Ze zdziwieniem stwierdzam, że zamiast lustra wody jest gruba tafla lodu. Klimat w tym miejscu jest zupełnie inny, surowszy niż parę kilometrów dalej na otaczających polach, gdzie ozimina już całkiem zielona.
© Lesław Kostkiewicz
Żurawie© Lesław Kostkiewicz
Podchodzę na wysokość cypla. Na ostatnim suchym kawałku ziemi zrzucam wszystkie graty. Szybko rozstawiam sprzęt, nakrywam namiotem i siatką. Trochę gałęzi i suchej trawy dopełnia maskowanie. Wchodzę do środka i próbuję sprawdzić jakie pole widoku mam przed sobą. Niestety nad oparzeliskiem króluje mgła. Trzeba poczekać do świtu. Opieram głowę o statyw i przez chwilę walczę ze snem, ale w sekundę i jak mi się zdaje, na sekundę, odpływam.
Budzi mnie chłód... całkiem szaro, prawie 40 minut snu minęło bez śladu. Ze zdziwieniem stwierdzam ze nogi mam do połowy łydki w wodzie pokrytej kawałkami lodu. Sięgam po termos z gorącą herbatą. Po chwili błogie ciepło wlewa się do mojego wnętrza...

Świt leniwie wylewa różowe światło na kłębiącą się mgiełkę nad oparzeliskiem. Rozglądam się przez maleńki otwór. Pustka... to skąd ten nocny klangor? Siedząc lekko zrezygnowany, kątem oka widzę przelatujący w wizjerze ciemny kształt. Lecą, powoli majestatycznie, zawieszone na niewidzialnej linie, bez najmniejszego ruchu skrzydeł, jakby
© Lesław Kostkiewicz
Żuraw© Lesław Kostkiewicz
zaprzeczały prawu grawitacji. Dwa żurawie zataczając szerokie koło nad lasem siadły tuż przy trzcinowisku..

Za chwilę nadlatują następne. Rozpoczyna się powolna poranna toaleta i ostrożny marsz wokół zbiornika. Lustrują każdą wysepkę wystającą nad lustro wody. Co chwilę naciskam spust migawki. Niestety, mgła i refleksy światła na lodzie powodują, że momentami AF biega jak opętany. Od czasu do czasu jedno z nich zatrzymuje się, wyciąga wysoko szyję i trąbi dając znać innym o swojej obecności. Za każdym razem odgłos automatu migawki powoduje lekkie zaniepokojenie samca.

Żurawie nie posiadają dymorfizmu płciowego, ale po zachowaniu wyraźnie widać, kto jest kim. Samiec kroczy przodem, samica w tyle. Od czasu do czasu przymierzają miejsce pod przyszłe gniazdo. Przysiadają na kępach turzyc, na małych wysepkach ale wyraźnie widać że jednak to nie to. Myślę, że to doświadczona para, nie wybierają byle czego, uważnie oceniają miejsce.

© Lesław Kostkiewicz
Żuraw© Lesław Kostkiewicz
© Lesław Kostkiewicz
Żuraw© Lesław Kostkiewicz



























Po jakiejś pół godzinie zatrzymują się na dobre. Pamiętam, to ich rewir z poprzedniego roku. Stają obok siebie. Obydwa dzioby otwarte, wysoko w górze, rozpoczynają zgodną pieśń wiosenną. To ich miejsce, ich dom i terytorium, ich świat, ich mały raj. Wreszcie są w domu...

Po dwóch godzinach jeden za drugim żurawie powoli odlatują na pobliskie pola. Będą tam żerować aż do zmierzchu.
© Lesław Kostkiewicz
Żuraw© Lesław Kostkiewicz
Po chwili zbieram sprzęt i namiot; staram się nie pozostawić najmniejszego śladu po sobie. Delikatnie wyczesuję podeptaną suchą trawę. Tym razem z ochotą zarzucam wszystko na plecy. Ciężar i marsz przez grzęzawisko do grobli powoduje, że zmarznięte do szpiku ciało szybko się rozgrzewa. W sercu mam miód. Po raz kolejny było mi dane zobaczyć niezwykłe misterium. Idąc, zastanawiam się, jak długo to miejsce będzie ostoją dla tych wspaniałych ptaków. Jak długo cywilizacja da się trzymać na wodzy. Wracam do tej cywilizacji, patrzę na ludzi biegnących na autobus, kolejkę przed piekarnią, pędzące i wyprzedzające mnie samochody. Tak bardzo nie chce mi się wracać...
 
 
2007-2017 © Paweł Wietecha, nota prawna
 jesteśmy też na facebooku ostatnia aktualizacja: 05.04.2015, 18:29co nowego?
1x1px_trns.gif