• foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
 

Sonda

Sprzętu jakiej marki używasz najczęściej?


 

Czy fotografujesz ptaki?


 

Jak archiwizujesz zdjęcia?


 

Miód filmowy Email
Autor: Tomasz Kłosowski   
„Smak białowieskiego miodu”
Tomasz Kłosowski Oto książka dla tych, którzy chcą się poważnie zająć fotografowaniem, a przede wszystkim filmowaniem dzikiej przyrody. A z życia wiemy, że dla wielu z nas przejście od fotografii do filmu jest tylko kwestią czasu. W tym pierwszym zdaniu podkreślam jednak słowo "poważnie".

Książka Jana Walencika "Smak białowieskiego miodu", mimo zawartej w tytule słodyczy, jest tak naprawdę rzeczowym, precyzyjnym zapisem narodzin filmu przyrodniczego. Ba, całego serialu, który z właściwą temu autorowi, wręcz obłędną skrupulatnością ukazuje przyrodę Puszczy Białowieskiej. A ściślej – jej najbardziej pierwotnej części. W tym serialu, pełnym nastrojowych ujęć, puszcza przedstawiona jest przede wszystkim jednak jako wielki, precyzyjny mechanizm,
zobacz powiększenie
© Jan Walencik
Ols w Puszczy Białowieskiej
oparty na ekologicznych powiązaniach. Taki, precyzyjny i konkretny jest Walencik, taka więc jest jego i jego żony Bożeny puszcza. I taka też jest książka. Opisy konkretnych przedsięwzięć. Daty, nazwiska, procedury, nazwy części wyposażenia. I niezwykle liczne zdjęcia z planu, pokazujące, jak to wszystko powstaje. A nawet, jakimi drogami i sposobami trzeba się dobijać o to, by w ogóle powstało.

Taki dziennik filmowców przyrodników – to zupełny unikat. Są tacy, którzy już zarzucają autorowi, że odsłonił za dużo tajemnic. A jak odsłonił, to częściowo odarł tę filmową przygodę z tajemniczości i przynależnego jej romantyzmu. No, ale przecież my, fotografowie, z tego zarzutu nie zrobimy, chcemy dowiadywać się konkretów, romantycznie powzdychamy sobie sami w plenerze, o ile starczy czasu.

© Jan Walencik
zobacz powiększenie
Puchacz
© Jan Walencik
zobacz powiększenie
Rudzik



























To nie kolejny przyrodniczy Tolkien czy puszczański kryminał, choć autor przekazuje tutaj też sporo emocji. To jednak nie prosta poczytajka,
zobacz powiększenie
© Jan Walencik
Bożena Walencik z rysiami
ale pozycja, którą można i warto studiować. Dowiemy się, że taki białowieski miód miewa czasem gorzki smak, ale tak to bywa, gdy na łonie natury chcemy tworzyć dzieła – fotograficzne, filmowe czy jeszcze inne. Tytuł tej książki jest więc poniekąd nawet mylący, choć zarazem dobrze oddaje natury, czy raczej wspólną naturę Bożeny i Jana Walencików. Na dnie duszy wrażliwi, wręcz sentymentalni, kochający zwierzęta ze szczególnym uwzględnieniem siebie nawzajem, przy robocie są perfekcyjni, rzeczowi, nie znoszący fuszerki. Nie tylko ze strony współpracujących instytucji i ludzi, ale też samej natury, którą chcą widzieć i pokazywać jako bogatą i bujną. W tej książce pokazują, jak można to skutecznie robić i jeszcze zasmakować słodyczy.

To ważna i pouczająca lektura dla tych, którzy sami zechcą filmować, czy choćby tylko( albo: aż) fotografować przyrodę.
 
 
2007-2017 © Paweł Wietecha, nota prawna
 jesteśmy też na facebooku ostatnia aktualizacja: 05.04.2015, 18:29co nowego?
1x1px_trns.gif