• foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
foto-ptaki.pl arrow Fotoopowieści arrow Żurawiowa zawierucha
 

Sonda

Sprzętu jakiej marki używasz najczęściej?


 

Jak archiwizujesz zdjęcia?


 

Żurawiowa zawierucha Email
Autor: Tomasz Kłosowski   
Tomasz Kłosowski Sypie śnieg. Gęsty, mokry, przesłaniający świat grubymi płatkami. No, to czas na pierwsze wiosenne fotograficzne łowy - mówi sobie
zobacz powiększenie w galerii
Żurawie© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
ekipa Kłosowskich, starszy i młodszy. Nie, to nie żadne żarty. Taki śnieg to dla nas nieomal różane czy inne kwietne płatki. Marzymy bowiem o zdjęciach żurawich toków w śniegu. Te duże, szaropióre ptaki przylatują do nas wczesną wiosną i fotki ich pierwszych godowych poczynań przez firanę śniegu będą miały jednoznaczną wymowę, ale zarazem tak potrzebny zdjęciom przyrodniczym nastrój. No to do dzieła! Żurawie już dość dawno przyleciały, puszą się, przeganiają i trąbią jak ćwiczący hejnaliści, a wszystko to czynią na podmokłych łąkach otaczających nasz wiejski dom. Więc co rano mamy prawdziwie wojskową, na trąbce graną pobudkę. Ale co nam po niej, skoro aura ciągle jest zimowa, tyle że w polskim, złym stylu, typowym dla szeregu ostatnich lat. Czyli szara, siąpiąca, mroczna. Nic też dziwnego, że śniegu oczekujemy jak... wiosny.

Budy już stoją. Na śródleśnej polanie, latem wykaszanej, a po roztopach zamieniającej się w jezioro, co roku żeruje, tokuje, a wreszcie
zobacz powiększenie w galerii
Żuraw© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
uprawia miłość jedna żurawiowa para, a zaraz potem w sąsiednich olszynach zakłada gniazdo. Ale my tam nie chodzimy, nie tylko dlatego, by nie brnąć przez podmokłe "chrapy" - jak miejscowa ludność nazywa zakrzaczone i zarośnięte trzciną bagna - ale przede wszystkim dlatego, że nie chcemy zakłócać tak niezbędnego ptakom w tym czasie spokoju. Toki - to co innego. Uczestnicy godowych rytuałów tak są nimi - i sobą nawzajem - zajęci, że nie zwracają uwagi na intruzów, przynajmniej jako tako ukrytych. Na brzegu żurawiego "tańcowiska" (że użyję określenie mego brata) będziemy siedzieć w dwóch łaciatych namiotach, które już zdążyły wrosnąć w otoczenie i zostać przysypanymi przez różne śmiecie natury. Z ukryć widać nie tylko całą łąkę, ale i przylegające do niej prostopadle wąskie pole, zakończone śródleśnym gospodarstwem. Na tym polu żurawie stale żerują, śmiało podchodząc aż do płotu sadyby. Po czym wracają na łąkę, by kontynuować godowe szaleństwa.

zobacz powiększenie w galerii
Żuraw© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
A na razie my zaczynamy nasze szaleństwo. Ciemno jeszcze na świecie, gdy terenowa toyota, tańcząc na mokrym śniegu, wiezie nas skrajem pola do budek. Żurawie gdzieś tu w pobliżu śpią, ale hałas silnika nie powinien ich przestraszyć - wszakże wkrótce, jak co dzień, zaterkocze w gospodarstwie ciągnik, zaszczekają psy, zawarczy furgonetka zbierająca po wsiach bańki z mlekiem, a ruszający do obrządku gospodarz też coś soczystego rzuci w eter... Ale ptaki, stale korzystające z pola jako ze stołówki, są do tego przyzwyczajone. Wysiadamy w miękką i śliską jak masło zaspę, ślady natychmiast nabiegają brunatną wodą.Czy żurawie odczytują ludzkie tropy? No, miejmy nadzieję, że nie...

W budce przejmujący, mokry chłód. Kiedyś z bratem graliśmy w marynarza o to,
zobacz powiększenie w galerii
Żurawie© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
kto dziś zasiądzie w której budzie, albo kto w ogóle zasiądzie na czatach. Każdy chciał. A dziś - zrobiłby w tył zwrot i wrócił do ciepłej pościeli. Ale nadzieja na wyjątkowe zdjęcia jakoś tak dziwnie rozgrzewa... Łąka jest owalna, a buda Grześka ustawiona pod świerkiem jak pod parasolem zapewnia widok na całą przestrzeń polany wzdłuż jej dłuższej osi. Dlatego mój towarzysz łowów jest uzbrojony w 500-tkę plus stosowne konwertery do przedłużania ogniskowej. Będzie mógł fotografować ptaki nawet wtedy, gdyby jak na złość wylądowały na przeciwległym krańcu polany. Moja oś widzenia jest prostopadła do jego osi, w tej sytuacji mogę strzelać tylko z bliska, więc starczy mi 300-tka i krótki konwerter. Mam też wgląd na pole i widoczne za nim chałupy, a przez to szansę na zdjęcia ptaków na tle wiejskiego krajobrazu, w którym coraz chętniej przebywają.

Na dworze coraz bardziej niebiesko. Wstaje chmurny, prószący mokrym śniegiem dzień. Z podmokłych ostępów dolatują pierwsze, jakby jeszcze zaspane hejnały żurawich par. Najwyraźniej zajęły już rewiry, a niektóre właśnie zajmują. Jak będzie tutaj? No, przynajmniej na pole powinny przybyć, żeby trochę pogrzebać w śniegu w poszukiwaniu czegoś do z jedzenia.

zobacz powiększenie w galerii
Żuraw© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Coraz gęściej sypie. Trwa oczekiwanie. Dygotanie, drzemka, głód - jakże dobrze znam ten tercet dolegliwości. Nagle przez prawe okienko - a mam ich w moim domku trzy - widzę postać samotnego żurawia. Kroczy wolno, jakby wystraszony, po białej równinie jak po nakrytym obrusem stole. Aż się prosi o teleobiektywowy strzał, ale trzeba by zdjąć aparat ze statywu i ręcznie wycelować w stronę przeciwną niż ta, w którą był skierowany dotąd. Więc spokojnie. Zdjęcie z ręki nie wyjdzie, za ciemno. Ponadto - lepszy widok na żurawia ma w tej chwili Grzesiek. Oto urok fotografowania w duecie, na wspólny rachunek. Czego nie zrobi jeden, to zrobi drugi. Często już podczas akcji można przewidzieć, co zrobi...

Ale mnie teraz najbardziej interesuje, co zrobi żuraw. Przed nim bowiem szare, przypominające powierzchnię zupy ryżowej, bo pokryte lodowo śniegowym grysikiem, zalewisko. A ten wali naprzód jakby nigdy nic. Bez obawy stawia nogę na powierzchni tej zupy i od razu
zobacz powiększenie w galerii
Żuraw© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
zapada się po brzuch. Ale co mu tam... Brodzi, wpatrzony w tę beznadziejną lodowo-śnieżną szarość. Tylko - czego on tam szuka?

Nagle słychać nade mną kruknięcie, szum skrzydeł i, zataczając najpierw w powietrzu efektowną śrubę, lądują dwa żurawia. Chyba te, na które czekamy. Jak to dobrze, że nie przestawiłem w inne okno mojej optycznej armaty! Teraz mam je przed sobą, braciszek zresztą też. Od razu reagują na pokonującego kałużę intruza. Ale nie atakują, skąd! Tak duże ptaki ewolucja już dawno nauczyła rytuałów powstrzymujących agresję, i to stworzonych właśnie z gestów imponowania i grożenia. One też są spoiwem pary, a ciągle powtarzane, czymś w rodzaju ponawianych zaślubin. Ale zarazem - ostrzeżeniem dla innych żurawi. W naszym języku brzmiały by: "Jesteśmy razem! I jesteśmy u siebie! Obcym wara!"

zobacz powiększenie w galerii
Żuraw© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
zobacz powiększenie w galerii
Żuraw© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy



























Więc nasza para unosi dzioby w górę i, nastroszywszy groźnie upierzenie, wykrzykuje rytmiczny, rozdzierający duet na dwie trąbki. Nasze aparaty pracują bez wytchnienia.
zobacz powiększenie w galerii
Żurawie© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Na ten sygnał obok samotnego żurawia jak spod ziemi wyrasta drugi. I natychmiast oba odpowiadają tym samym. Dobrych kilkadziesiąt minut trwa ten pojedynek dwóch par. Pojedynek na hejnały godowe. Coś niesamowitego! Nie spodziewaliśmy się tutaj tego marcowego poranka takiego przedstawienia!

Wreszcie druga para gdzieś znika. Przegrały? Nie wiemy, ale jako wieloletni, pilni obserwatorzy żurawi wiemy, co zrobi para, która pozostała na miejscu. I rzeczywiście. Oboje domniemani zwycięzcy kroczą powolnym, dostojnym krokiem jedno za drugim. Dzioby coraz mocniej wyciągnięte ku górze, w gardłach gotuje się coraz głośniejsze kruczenie. Wreszcie samica, podążająca z przodu zaczyna powoli, gestem zachęty rozkładać skrzydła. Samiec w pewnej chwili podfruwa na jej grzbiet i oboje biją wielkimi skrzydłami w szaleńczym akcie miłosnym. Scena jak z marzeń, ale jestem niezadowolony. Ptaki stoją bowiem zbyt blisko ściany lasu, okalającego łąkę, a w tej ścianie pełno świerków o gałęziach obarczonych śnieżnymi
zobacz powiększenie w galerii
Żurawie© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
czapami. Żurawie, podświetlone od dołu światłem odbitym od zaśnieżonej ziemi, są teraz niemal białe i zbytnio wtopione w tak bliskie tło tych czap. Brak perspektywy przestrzennej.

Po akcie miłości i szaleńczych pojedynkach nie pozostaje nic innego, jak się solidnie najeść - o ile to w ogóle możliwe w czasie tak śnieżnego przednówka. Para rusza w stronę pola. Na ten moment czekam najbardziej - bardziej niż na wszelkie ptasie gesty miłości i grożenia. Bowiem muszą przejść na tle widocznej w głębi budy brata, która teraz, do cna oblepiona śniegiem, przypomina igloo. Przechodzą genialnie! Jeden już minął majaczącą białą kopułkę z czarnym okiem teleobiektywu, drugi jeszcze do niej nie doszedł. Idealna kompozycja.

Pole jest pofałdowane, więc żerujące ptaki co rusz się chowają za wzniesieniami. Chwilami tylko wyciągnięte długie szyje im wystają, niczym wyrastające wprost ze śniegu peryskopy. Zabawnie wyglądają w zderzeniu ze świeżo otynkowanym wiejskim domem.

zobacz powiększenie w galerii
Żurawie© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Długo żerują. I są coraz dalej. Do mojego namiotu zakrada się nuda i chłód. Padający śnieg przechodzi w deszcz. Wystający na zewnątrz bezczynny teleobiektyw moknie, a te urządzenia tego nie lubią jeszcze bardziej niż ludzie. Wsuwam sprzęt do wnętrza, ale jest to zabranie go z deszczu pod rynnę. Bowiem na płaskim daszku mojej budy wyrosła czapa śniegu, zamieniając go swym ciężarem we wklęsłą misę. Teraz czapa topnieje, a z misy poprzez nie dość nieprzemakalne płótno ciurka na mnie coraz bardziej wartka strużka. Raz za kołnierz, raz na sprzęt. Chowam go z rozpaczą za pazuchę, niestety też już mokrą.

Gdy po dwóch godzinach rozpaczliwego wiercenia się na coraz bardziej wciśniętym w błoto stołeczku ptaki na dobre znikają gdzieś za leśnym cyplem, zaczynam myśleć o ucieczce z więzienia. Ale to trzeba uzgodnić z bratem, byśmy wyszli razem, nie robiąc w ten sposób zbytniego zamieszania. Mam zadzwonić z komórki, ale zastanawiam się, czemu on nie dzwoni. Zawsze tak jest, gdy czatujemy
zobacz powiększenie w galerii
Żurawie© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
w duecie. Każdy czeka, że to tamten jako pierwszy da znak. Nie daje - to może coś ważnego i obiecującego widzi, czego my nie widzimy? Ale tak naprawdę chodzi o coś innego: żaden nie chce pokazać, że pierwszy pękł. Między nami trwa więc cichy pojedynek - trochę, jak między niektórymi żurawiami...

Zrezygnowany, zdejmuję wreszcie pychę z serca, łapiąc za komórkę, gdy w tym momencie słychać z nieba klangor i znów dwie pary lądują przed nami. Teraz blisko siebie. Zaczyna się wśród nich prawdziwa zawierucha - jakby mało było tej na dworze! Przeganiają się, tańczą, wykrzykują godowe fanfary. Są prawie w tym samym miejscu, co poprzednio, więc mam wrażenie, że tędy przebiega jakaś niewidzialna, umowna, ważna dla nich granica, której żadna para nie pozwala sąsiadom przekroczyć. Przypominają mi się zaraz chłopi z naszej wioski, którzy potrafią z uporem walczyć o kilka metrów kwadratowych gruntu lub fragment niewiele wartej drogi, aby tylko pokazać, kto tu jest na swoim i kto na swoim postawi. Tyle,
zobacz powiększenie w galerii
Żuraw© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
że żurawie walczą tak ze dwa tygodnie, zanim rozpoczną wysiadywanie jaj w gniazdach. No a chłopi - latami...Ech, szkoda słów...

W pewnej chwili jeden z żurawi zaczyna mościć się na ziemi, jakby słał lub wysiadywał gniazdo. Chyba chce w ten rytualny sposób powiedzieć sąsiadom: "to my tu będziemy tworzyć nasz dom i rozmnażać się. Uciekajcie stąd!" Czyżbyśmy zaczynali rozumieć mowę ciała zwierząt?!

Dopiero późnym popołudniem obie pary opuszczają teren pojedynków, by na piechotę leśnymi przesmykami przejść na dalsze, już nie wykaszane, porastające trzciną i krzakami polanki. Tu utną sobie popołudniową drzemkę, tu być może zaczynają budowę gniazd. Odzyskujemy upragnioną wolność. W domu, nie bacząc na wodę w butach i nie tylko, padam na łóżko i zasypiam jak kamień. Bardzo mokry kamień! Nie pamiętam, co mi się śniło, być może nawet żurawie. Ale gdy wieczorem na ekranie oglądamy wyniki, widzimy, że są wśród nich zdjęcia, o jakich niedawno mogliśmy tylko śnić...
 
 
2007-2017 © Paweł Wietecha, nota prawna
 jesteśmy też na facebooku ostatnia aktualizacja: 05.04.2015, 18:29co nowego?
1x1px_trns.gif