• foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
 

Sonda

Sprzętu jakiej marki używasz najczęściej?


 

Jak archiwizujesz zdjęcia?


 

Hajstra Email
Autor: Ludwik Krzeczkowski   
Ludwik Krzeczkowski Tę sosnę złamał wiatr. Spłynął łagodnym podmuchem z nieodległych gór, a że wywrócił i uszkodził kilka drzew... W gniewie potrafi setki hektarów lasu zamienić w skotłowane kłębowisko strzaskanych pni i gałęzi, jak chociażby parę lat temu po słowackiej stronie Tatr. "Velka kalamita" krzyczały wówczas okładki czasopism u naszych sąsiadów, a on spłynął głodny emocji i ciepłym podmuchem zniszczył szeroki, ciągnący się kilometrami pas świerkowego lasu u podnóża gór.

Sosna stała w głębi torfowego boru, nieopodal rezerwatu, już nie górowała ponad lasem. Odłamany kikut kończył się poniżej koron sąsiednich drzew. Tuż obok kilka innych leżało strasząc obnażonymi korzeniami.

To miejsce na dom wybrał sobie ptak, ptak który dawniej był tu tylko rzadkim przelotnym gościem. Miał kilka ulubionych miejsc w tym lesie, tym razem wybrał to. Z dala od ścieżek, dróg. Ludzie tu zaglądali tylko przypadkiem. Nie lubił ludzi, bo za cóż można ich lubić. Historia pomimo dumnych zdobyczy cywilizacji znaczona jest zwykle bezmyślnym gwałtem i okrucieństwem.

Ciconia nigra, hajstra, czarny bocian, ptak będący jakby negatywem, negatywem pospolitego bociana białego. Rzadki w naszym krajobrazie, jego zwyczaje źle prognozowały mu na przyszłość  w szybko zmieniającym się świecie. Ostrożny, tajemniczy, reagujący na każdą niepokojącą sytuację. Hajstry polubiły ten niewielki  las. Z czasem okazało się, że dwie pary starają się tu o potomstwo wśród koron drzew. Ptaki były widoczne gdy lecąc nad polami znosiły budulec na gniazdo, gdy brodziły w nurcie rzeki lub brzegiem jeziora w poszukiwaniu pokarmu. Któregoś dnia, wysoko, zobaczyliśmy gniazdo, później drugie i jeszcze jedno, nie było pewności czyje są, były duże.

Ciekawość to wielka siła, siła zmuszająca często do podejmowania działań, na które nie zdobylibyśmy się w innych okolicznościach. Długie ostrożne obserwacje wyjaśniły tajemnicę gniazda na złamanej sośnie. Po pierwsze nie szkodzić - stara medyczna zasada, zasada którą powinniśmy się kierować we wszelkich dziedzinach życia. Zasada ta kazała nie spieszyć się, odczekać najtrudniejszy czas, okres wysiadywania, chwile gdy młode są jeszcze bardzo małe i więź pomiędzy dorosłymi a nimi jeszcze za słaba by pokonać  stres związany z obecnością człowieka w pobliżu.

Po błękicie nieba widocznym w koronach drzew, znaczonym obłokami przepłynęła duża ciemna sylwetka, zaznaczyła się sunącym po mchach, borowinach cieniem. W gnieździe dwa białe puchate straszydła czekały na pokarm. Za duże dzioby, pokraczne jakieś. Sąsiednie drzewo chroniło je przed skwarem słońca. Cień ptaka przesuwał się powoli ponad gniazdem, po mchach, nawracał. W dole, nisko, pośród owocujących wełnianek, krzaczków borowin, pod rozłożystymi  gałęziami świerków pojawiła się sprytna ruda morda, nie pojawiła się tu bez powodu. Lis stał przez chwilę węsząc, a później jasny koniec kity mignął tylko wśród zarośli podszytu i zniknął. Cień znów nadpłynął i w łopocie skrzydeł zobaczyłem lądującego w gnieździe dużego ptaka. Nie jest łatwo zmieścić się pośród sterczących gałęzi gdy skrzydła mają rozpiętość równą długości przeciętnego łóżka i jeszcze trzeba nimi wymachiwać. To chyba była samica. Z wola drażnionego głodnymi młodymi dziobami wypadały rybki, najpierw małe a później taki chyba dwudziestocentymetrowy pstrąg. Młode z zapałem pochłaniały jedzenie. Zajmowały się swoimi niezwykle ważnymi potrzebami, bo muszą szybko rosnąć. Konkurowały między sobą, ta konkurencja z czasem okazała się dla słabszego tragiczna. Na okolicznych polach tętniło życie. Wśród traw, zarośli rozwijały się zioła, kwitły kwiaty. Górskie łąki są niezwykłe dzięki różnorodności rosnących na nich roślin. Biali kuzyni hajstry wśród roślin szukali pożywienia. W ogromnym niebezpieczeństwie były pisklęta małych ptaków gnieżdżących się wśród traw, bo biały bocian, pomimo szlachetnego wyglądu to po prostu zwykły drapieżnik, pomimo braku  szponów, braku sokolego dzioba. Sztandarowy wizerunek bociana z żabą w dziobie to bardzo wielki skrót, stereotyp, pielęgnowany u nas od wielu lat. Pożywienie białych bocianów jest urozmaicone i niestety pisklęta innych ptaków są w dużym stopniu jego składnikiem. A żaby? Żaby to raczej chyba przysmak, lub jeden z elementów pożywienia w okresie, kiedy jest ich więcej i łatwiej o nie. Dieta się zmienia w zależności od tego, jaki rodzaj pokarmu jest łatwiej dostępny w danym czasie. Hajstra jest swego rodzaju arystokratą wśród ptasiego rodu,  hołduje  swoim zwyczajom, unika towarzystwa,  jest  niepospolita, w jej jadłospisie jest dużo ryb, ryb żyjących w czystych wodach. Rzeka Białka Tatrzańska to raczej bystry duży strumień niż rzeka, strumień niosący po otoczakach chłodną wodę aż z Morskiego Oka, spod granitowych szczytów, z Doliny Pięciu Stawów. Gdzieś po drodze był próg z prawie stu metrową siklawą, Wodogrzmoty Mickiewicza.  Krystalicznie czysta woda wspaniale chłodzi zanurzone w niej dłonie, uspokaja. Hajstrę widuje się nad brzegami  wód obfitujących w ryby. Pewnego dnia wracałem z fotografowania odurzająco pachnących dywanów poziomek rosnących masowo na jednej z wysepek utworzonych przez Białkę po jakiejś powodzi w jej rozległym korycie. Szedłem w długich gumowych butach po jasnych otoczakach potykając się co chwilę i gdy przechodziłem przez  jedną z odnóg rzeki, chowając się pod zwisającymi gałęziami łozin, zobaczyłem czarnego bociana brodzącego w wodzie sięgającej mu prawie do połowy nóg. Brodził w wodzie, wachlarzami skrzydeł osłaniał głowę od światła zakłócającego mu widoczność, szukał pokarmu. Znieruchomiałem  pochylony pod zmierzwioną czupryną zarośli porastających brzeg. Patrzyłem z zachwytem nie mogąc oderwać wzroku. Hajstra powoli doszła do szumiącej powyżej spienionej bystrzyny i  poderwała się do lotu kilkoma machnięciami skrzydeł. Trochę dalej most łączył sąsiednie miejscowości. Tuż obok niego w cieniu drzew stały zaparkowane samochody z wielkomiejskimi rejestracjami, głośne sylwetki wynosiły z bagażników zgrzewki napojów, parasole, krzesełka. Radia przekrzykiwały się przebojami aktualnie modnej muzyki, zaczynał się weekend. Mając z zasięgu lodówkę czy pobliski supersklep nie zastanawiamy się nad dostępnością pożywienia, bo przecież gdyby zabrakło, nie ma problemu. Kilka dni później zrobiło się szaro, gdzieś z zachodu nadpłynęły ciężkie chmury, wilgoć opanowała okolicę, woda potoków straciła przejrzystość. Brudna żółta ciecz płynąca korytem nie kojarzyła się już z wodą górskich strumieni. Dla czarnych bocianów nastały trudne chwile. Próbowaliście kiedyś znaleźć coś w mętnej wodzie?  Słota, wszechobecna wilgoć, chłód. Z gniazd wielu gatunków ptaków wypadały młode nie rokujące nadziei na sukces lęgowy, deszcz lał z przerwami na mżawkę. Pod gniazdem hajstry znaleźliśmy szczątki słabszego, ogryzione przez lisa, pozostały pióra, kości i kawałek nogi, smutny widok. Przyroda wydaje się brutalna, lecz jednocześnie jest bardzo konsekwentna i mądra, wszystko ma jakąś cenę, nie podlega iluzji, ułudzie tak powszechnie szerzonej w naszym życiu, jest bardziej prawdziwa. Teraz czarne bociany częściej widywało się nad brzegami jeziora czorsztyńskiego, tu miały większą szansę na zdobycie pokarmu. W zatokach woda szybciej się czyściła i łatwiej im było chwytać ryby. Trudno o pożywienie było też innym gatunkom. Problem miały zimorodki, one z kolei próbowały w mniejszych, szybciej  oczyszczających się małych strumieniach i też częściej widywało się je nad jeziorem. Fascynującym widokiem jest taki maleńki lecący tuż nad wodą klejnocik, pogwizdujący co chwilę.

Znów zasiadłem w ukryciu w głębi lasu, obiektyw wystawał bez nadziei na dobre ujęcie. Młody był już duży, wielkością dorównywał dorosłym, choć to jeszcze nie ten kolor dzioba i nóg, nie ta barwa piór, jeszcze parę dni i spróbuje swoich skrzydeł. Siedziałem patrząc jak dorosłe ptaki przynosiły pokarm, jak siadały na sąsiednich drzewach prowokując młodego do przelotu na nieodległe gałęzie po kolejną porcję pożywienia. W pewnej chwili dorosłe straciły niespodziewanie zainteresowanie swoim potomkiem. Obydwa ptaki przefrunęły na dużą gałąź na sąsiedniej sośnie i zajęły się toaletą upierzenia. W moim ukryciu komary bzykały, podstępnie przenikając przez szczeliny. Wiedziałem, że za chwilę będzie kolejne swędzące ukłucie, to tylko kwestia czasu. Dorosłe hajstry przerwały po chwili swoje zajęcia i znieruchomiały. Przypatrywałem się z uwagą bo wiedziałem, że coś powinno się wydarzyć. Czekałem na jakąś kontynuację, bo takie zachowanie coś sugeruje. Jeden z ptaków poderwał się lecz zamiast unieść się i odfrunąć, spłynął na ziemię. Otrząsnął się i powoli zaczął zmierzać piechotą w stronę mojego ukrycia. Bez strachu, raczej z ciekawości. Zamarłem patrząc przez niewielką szczelinę. Czarny bocian krok za krokiem zbliżał się, udawał że szuka czegoś wśród zarośli i mchów, tak jednak by cały czas mieć na oku moje ukrycie. Zachowywał czujność wobec nieznanego. Był zaledwie trzy metry ode mnie gdy zatrzymał się. Patrzyliśmy sobie w oczy. Niezwykła, długa chwila. Pilnowałem się by nie drgnąć, nie mrugnąć okiem. On stał i patrzył, rozdzielała nas tylko cienka warstwa materiału mojego namiociku. To były magiczne sekundy, pamięta się takie chwile później bardzo długo, wracają z pragnieniem by znów kiedyś przeżyć takie "dotykanie przyrody". Hajstra widziana z tak bliska zachwyca nasyconą czerwienią nóg i dzioba, metalicznym połyskiem piór, błyskiem światła w oku. Obiektyw skierowany w inną stronę był bezużyteczny, zresztą było zbyt blisko, ogniskuje dopiero z czterech metrów. Wtem ptak podskoczył, poderwał się z wdziękiem, myślałem że odfrunie, spektakl trwał jednak nadal. Zaledwie dwa może machnięcia skrzydłami i usiadł na przewróconym tuż obok drzewie kilka metrów dalej,  jakiś metr nad ziemią i co jakiś czas spoglądając w moją stronę  znów zaczął czyścić pióra. Nie objawiał żadnego zaniepokojenia. Nastrój chwili był niesamowity. Przepiękny ptak w stonowanym świetle na tle ciemniejszej głębi lasu, był u siebie. Z tej strony namiotu nie miałem otworu umożliwiającego fotografowanie, pozostawała mi tylko obserwacja. Gdy emocje trochę opadły przypomniałem sobie o drugim dorosłym ptaku i spojrzałem w jego stronę. Stał na gałęzi bez ruchu z dziobem schowanym w piórach na wolu i patrzył. Po chwili drgnął i niespodziewanie sfrunął na przewrócone drzewo i usiadł obok swojego partnera. Znów zamarłem, obserwując relacje pomiędzy ptakami, spojrzenia, gesty. Dwa duże piękne ptaki tak blisko. Trwało to kilka minut, a później  jeden z nich poderwał się i omijając gałęzie sosen spokojnym łagodnym lotem uniósł się w górę, ponad korony drzew. Tuż za pierwszym podążył drugi. Zatoczyły koło ponad drzewami i pewnie skierowały się gdzieś nad wodę.

Kilkanaście lat temu zacząłem obserwować nowe, dające do myślenia zachowania czarnych bocianów. Hajstra unikająca zwykle cywilizacji zaczęła pojawiać się w zdumiewających miejscach, zdumiewających biorąc pod uwagę jej dotychczasowe zwyczaje. Zdarzyło się widzieć czarne bociany brodzące w korycie strumienia pośród zabudowań, zaledwie kilkadziesiąt metrów od ruchliwego centrum niewielkiej miejscowości, łowiące ryby w potoku w środku jednej z turystycznych wiosek w pełni lata.  Często widywałem hajstry spacerujące brzegiem jeziora całkiem niedaleko wędkarzy, turystów obozujących nad wodą. Czarne bociany zmieniają się, tak zmieniało się wiele gatunków. Chcąc przetrwać, osiągały one nieraz spektakularne sukcesy przechodząc z pozycji skrajnie zagrożonych po nadmiernie liczne. W przypadku czarnych bocianów nie sądzę by groził nadmierny rozrost populacji, mimo wszystko charakter tych ptaków nie sprzyja tworzeniu kolonii.
© Ludwik Krzeczkowski
Bocian czarny© Ludwik Krzeczkowski
Myślę że będą cieszyły swoją obecnością w środowisku, będą dawały się obserwować. Wiele zależy od nas. Często interes biznesowy rozmija się z  interesem jakiegoś gatunku prowadząc do absurdalnych spięć, nielogicznych rozwiązań, szkodzących obydwu stronom  zielonego konfliktu, rzadko zdarza się kompromis i ustępstwa zadowalające obie strony. Bardzo cieszy gdy zagrożony gatunek potrafi znaleźć  sobie miejsce w zbyt szybko zmieniającym się świecie, wielu jednak to się nie udało. Czarne bociany odleciały, w gnieździe pozostał ptak będący nadzieją, kontynuacją. Może wróci kiedyś do tego lasu, może kiedyś go spotkam. Będzie już wtedy naprawdę czarnym bocianem, hajstrą, bo teraz jeszcze trochę mu brakuje, ale za rok... Poskładałem swój namiocik, zarzuciłem na plecy ciężki plecak, pora wracać, znów te parę kilometrów w trudnym terenie. Zakołysały się za mną gałęzie świerków. Po drodze będzie uroczysko z kępami mchów, kilka brzóz zgiętych do ziemi pod ciężarem wiosennego śniegu. Pójdę ścieżką wzdłuż leśnego strumienia - kiedyś był rowem odwadniającym ale teraz już nikt o tym nie pamięta. Najtrudniej będzie przejść wśród wypoczywających nad rzeką ludzi. Głośno i jakoś tak brzydko pachnie grillami. Z  lasu wynosiłem skarb, przeżycia jakich niewielu miało okazję doświadczyć. Cóż, zdjęć nie mam. Zdjęcia to finalny efekt bardzo długiego ryzykownego procesu, powód do dumy. Pomimo bardzo szybkiego rozwoju techniki takie obrazy niezwykle trudno uwieczniać, by miały dramaturgię, nastrój, oddawały atmosferę sytuacji. Czasem lepiej tylko obserwować, by nie zaszkodzić.
 
 
2007-2017 © Paweł Wietecha, nota prawna
 jesteśmy też na facebooku ostatnia aktualizacja: 05.04.2015, 18:29co nowego?
1x1px_trns.gif