• foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
 

Sonda

Sprzętu jakiej marki używasz najczęściej?


 

Jak archiwizujesz zdjęcia?


 

Bez tytułu Email
Autor: Ludwik Krzeczkowski   
Ludwik Krzeczkowski Obserwowałem łasicę. Przebiegała co kilka minut tuż przede mną, zaledwie może trzy metry. Nie miała innej możliwości niosąc w pyszczku jedno ze swoich młodych. Deszcz lał już kilka dni. Nasycone wokół torfowiska nie były zdolne przyjąć więcej wody, a woda sięgała już jej nory. Małe, sprytne stworzonko biegało z poświęceniem przenosząc swoje dzieci w bezpieczne miejsce pomiędzy korzeniami rosnącego niedaleko świerka. Woda w strumieniu przybierała nieomalże w oczach. Wiedziałem, że mnie widzi, wie o mojej obecności, patrzyła co chwilę w moją stronę. Leżałem bez ruchu, deszcz skapywał z mojej osłony a ja bałem się wcisnąć guzik migawki by nie spłoszyć chwili, by nie zaszkodzić, bo pozostały jeszcze bezradne młode czekające na pomoc. Wracałem później bez zdjęć, niosąc w sobie obrazek z życia przyrody. Trudno takie obrazki pokazać komuś, opowiedzieć. Emocje są bardzo wielkie, codzienny zasób słów nie wystarcza. W naszych zmaganiach z rzeczywistością zapominamy, że nie tylko my żyjemy na tym świecie, nie tylko my mamy problemy, dzieci, że są inni. Zachwyceni przyrodą nieraz wkraczamy w nie swój świat burząc jego porządek swoją ignorancją, arogancją. Fotografuję przyrodę wiele lat, były sukcesy, wiele porażek. Wiem jednak z całą pewnością, że fotografia to przekazywanie emocji, obojętni nie fotografują. Obrazując rodzinną uroczystość, czy jakiś kadr z życia świata zawsze pozostajemy w emocjonalnej zależności, bo obojętni nie fotografują. Patrząc okiem obiektywu pamiętamy o zasadach kompozycji, o złotym podziale kadru zaobserwowanym zresztą w czasach gdy nikt jeszcze nie myślał nawet o fotografii. Zawsze ktoś chciał przekazać swoje emocje. Emocje, emocje, często w naszym przypadku jest to chyba fascynacja. Dzisiejsza technika umożliwia to, co wcześniej było nieosiągalne. Pstryk, nie udane, pstryk następne, no prawie, pstryk, może być, no nie wyszło, wykasuje się. Fotografuję wyłącznie na slajdach (Fuji Velvia, Provia), tu nic nie można wykasować. Braketing w fotografii przyrodniczej może być stosowany w dość ograniczonej formie, to wymusza precyzyjne myślenie o kompozycji, o naświetlaniu. Z zachwytem oglądam kadry obrazujące dynamikę życia przyrody, ociekające wodą skrzydła rybołowa podnoszącego się z powierzchni jeziora, oddech tokującego cietrzewia w świetle budzącego się dnia. By takie zdjęcia mogły powstać fotografujący przyrodę musi znać zwyczaje tych zwierząt, czuć przyrodę. To nie może być sporadyczna wycieczka na safari. Musi wiedzieć, z której strony będzie światło, skąd wyjdzie lub nadleci obiekt jego starań, gdzie zrobić ukrycie, jak się schować. Mało kto wie, że dość ważnym elementem wyposażenia jest zwykły zegarek. Wiele lat obserwacji, nabierania szacunku dla przyrody. Przyrody, z którą jeszcze kilkadziesiąt lat temu walczyliśmy chcąc pomnożyć nasze dobra. Teraz musimy o nią walczyć bo zabrnęliśmy w naszej pazerności zbyt daleko. Myślę, że my fotografujący przyrodę, nie tylko ptaki, mamy do wykonania wielkie zadanie. Zadanie to polega na tym by ludzi na co dzień obracających się pomiędzy domem, pracą i supermarketem zachwycić przyrodą, poszerzyć ich horyzonty. By po następnym pikniku nad jeziorem nie pozostawiali po sobie rozrzuconych wokół ogniska śmieci, by bezmyślnie nie łamali gałęzi drzew. Zachwyceni ptakami, wyspecjalizowani w dość wąskim zakresie fotografii przyrodniczej, mają możliwość szczególną, bo ptaki to symbol funkcjonujący w naszej świadomości w wielu różnych pozytywnych kontekstach. Ptak to przede wszystkim wolność, ptak to wdzięk, to barwa, to głos, to godło dumnych narodów. Ostatnio obserwuję na różnych forach zadziwiające komentarze do zdjęć przyrodniczych pisane przez ludzi młodych, ludzi często bardziej zafascynowanych współzawodnictwem, techniką niż przyrodą. " Tu nie dopalone, tam przejarane". Najbardziej rozłożył mnie komentarz do jednego zdjęcia cietrzewia, panienka stwierdziła, że fotograf powinien doświetlić ptaka lampą. Nie znam lampy mogącej doświetlić ptaka z odległości pięćdziesięciu metrów w warunkach plenerowych, byłem przy fotografowaniu tego ptaka, a panienka nic o cietrzewiach nie wie, a o fotografii przyrodniczej niewiele. Nie wiem czy ktoś zwrócił uwagę na fakt, że teraz fotografują prawie wszyscy - komórkami, kompaktami, a bardziej świadomi - zaawansowanymi pudełkami. Powinno być mnóstwo strasznie dobrych zdjęć, tym bardziej, że słyszę jak znajomi po powrocie z wakacji mówią o trzech, czterech tysiącach ujęć (ja z wakacji przywoziłem czasem dwie, trzy rolki - około stu zdjęć). Jest sporo dobrych zdjęć, ale chyba więcej było w czasach gdy bardziej myśleliśmy przed naciśnięciem spustu migawki. Chyba możliwość "puszczenia serii" i wykasowania nieudanych powoduje pewną nonszalancję. Wciskam i coś na pewno się uda, efekt małpy. W latach dziewięćdziesiątych rosyjski fotografik postanowił zrobić coś nowego. Zakupił kilkadziesiąt tanich aparatów i rozdał je dzieciom z sugestią by fotografowały życie wokół siebie. Powstała znakomita wystawa rozsławiająca autora pomysłu. A tak naprawdę był to efekt małpy, ze stu tysięcy zdjęć któreś na pewno będzie dobre. Nie o to chyba chodzi. Czatując godzinami w ukryciach kumulujemy w sobie wiele emocji, wspaniałych emocji. Chcemy przekazać nasz zachwyt komuś oczekując jednocześnie akceptacji, a często spotykamy się z niezrozumieniem. Opowiadałem kiedyś swoją przygodę z zimowego fotografowania myszołowów, jak to po kilkunastu wielogodzinnych, bezowocnych zasiadkach w mrozie i chłodzie, kilometrowych brnięciach w głębokim śniegu, w ostatni możliwy dzień, gdy już schowałem sprzęt do plecaka, w otworze ukrycia zobaczyłem obraz taki, jaki wymarzyłem sobie dawno. Ptak właśnie usiadł wzbudzając chmurę śnieżnego pyłu. Był dokładnie w miejscu i scenerii które wymyśliłem sobie. Był piękny. Niestety sprzęt był już w plecaku, a później osoba słuchająca opowieści beznamiętnie wzruszyła ramionami i stwierdziła tylko - no to co, zrobisz kiedy indziej. W moim przypadku następna taka okazja to może dopiero za rok. Obraz pozostał we mnie wzmagając potrzebę następnych starań, bo jedno zdjęcie zastępuje tysiąc słów. Słowa strumieniem płyną, zdecydowanie więcej informacji odbieramy jednak przy pomocy wzroku, więc fotografujmy. Jestem już starym zrzędą i będę się czepiał. Nie chciałbym jednak by ktoś pomyślał sobie, że nie cenię nowości technicznych. Fakt, jestem zakochany w moich contaxach, choć to teraz już sprzęt muzealny (Boże jak to pracuje!). Jednak dziwię się nieraz słysząc o wielogodzinnych obróbkach cyfrowego zdjęcia w jakimś kosmicznym programie. Ja robię pstryk i jeżeli laborant nie spieprzy wywołania to mam świetne zdjęcie w doskonałych barwach i nic nie muszę więcej robić. A dobry skan zapewnia mi wielokrotnie więcej pikseli niż dobre lustrzanki. Chyba jestem leniwy, upierać się będę jednak, że z dobrze skomponowanym zdjęciem, dobrze naświetlonym nie potrzeba nic robić. Mam kilka tysięcy takich zdjęć, z których kilkaset było gdzieś publikowanych i obawiam się, że przetrwają dłużej niż te, skumulowane na elektronicznych nośnikach. No tak, starość ma swoje prawa, a slajd swoje ograniczenia. Nie wyobrażam sobie obecnie dynamicznej fotografii przyrodniczej bez cyfry. Cyfra jest wygodna, cyfra umożliwia coś, co dawniej było trudne lub nie do pomyślenia, jak niebotyczne czułości, jak wybranie jednego udanego z całej serii kadrów i wykasowanie nieudanych, a także ominięcie największej niewygody - całej mokrej chemii i długiego czekania na wyniki swoich eksperymentów (złapałem się na tym, że trzeba było mieć dobrą pamięć, by spamiętać parametry poszczególnych zdjęć wykonanych dość dawno temu). Tylko że tak naprawdę dobrych zdjęć w ciągu roku wykonuje się zaledwie kilka, no może kilkanaście, trochę to dziwne, może apetyt rośnie w miarę jedzenia. Swoje archiwum przeglądam zwykle jesienią, zimą, gdy za oknem szaro, buro i ponuro, gdy nawet pies sąsiada broni się przed założeniem smyczy. Wtedy zdjęcia grają barwami, przywołują czas tętniący życiem. Nie kontempluję - bo może coś, gdzieś… Niedobre zdjęcie rzuca się w oczy, złych zdjęć trzymać nie warto. W ten sposób moje archiwum zuboża się corocznie o kilkaset kadrów - lecą w kosz (taki prawdziwy). Fotografia to bardzo złożony temat, jest reportaż, inne wymagania stawiają próby na polu konkursowym, są prelekcje, pokazy, są publikacje wymagające pokazania środowiska w bardzo szerokim obrazie. Każdy rodzaj wymaga innego ujęcia tematu. Obawiam się, że fotografujący całe życie orły, nie potrafią dobrze sfotografować jakiejś małej roślinki. Ja miałem problem niedawno z przygiełką białą, niewielką ważną roślinką porastającą torfowiska wysokie. Spędziłem kilka dni na "moich" torfowiskach, zaczęły mnie boleć plecy, pogryzły komary, a nie mogłem znaleźć zadowalającego ujęcia. Nie zrobiłem tego do dziś, choć przyrodę w szerokim zakresie fotografuję od początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Przyjdzie wiosna - spróbuję znów. Ale wcześniej pojadę na cietrzewie, będę obserwował te niezwykłe ptaki. I będę wspominał stada liczące ponad czterdzieści sztuk zlatujące się mroźnym rankiem. Przyjdą do mnie jesienne spotkania, gdy widziałem je w promieniach zachodzącego słońca w miejscu, gdzie dziś ich już nie ma. Będę marzył i obserwował. A zdjęcia? Zdjęcia są w moim archiwum. Może dołączą do nich inne (jak pani konserwator przyrody pozwoli), bo fotografowanie przyrody to nie komercyjna wycieczka na safari.
 
 
2007-2017 © Paweł Wietecha, nota prawna
 jesteśmy też na facebooku ostatnia aktualizacja: 05.04.2015, 18:29co nowego?
1x1px_trns.gif