• foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
 

Sonda

Sprzętu jakiej marki używasz najczęściej?


 

Jak archiwizujesz zdjęcia?


 

Orla zasiadka Email
Autor: Kazimierz Pańszczyk   
Kazimierz Pańszczyk Całą historię usłyszałem zupełnie przypadkowo w trakcie luźnej rozmowy nawiązującej do mrocznych sztolni Jarmuty, ukrytych skarbów Pienin i peruwiańskich uciekinierów, którzy podobno gościć mieli w tej pięknej krainie. W pewnym miejscu rozmowa zeszła na wielkiego ptaka, szybującego popołudniową porą nad okolicznymi polami. „To musi być panie jakisi orzeł, abo cosik takiego”, ciągnął starszy jegomość. Poczułem jak dreszcz przeleciał mi po plecach. Czyżby orzeł przedni? Słyszałem, że jest tu gdzieś na pograniczu polsko-słowackich Pienin, ale dokładnie gdzie, tego już niestety nie wiedziałem.

© Kazimierz Pańszczyk
Tymczasem z rozmowy wynikało, że jest to duży ptak drapieżny. Jak określił go mój rozmówca: ciemno brązowy z jasnymi plamami na spodzie skrzydeł.

Wielki panie ptok, jak ros machnie skrzydłami to wiencyj nie musi, ino kółka krynci i idzie w góre jak jaki aeroplon”.

W moich oczach nie mogło to być nic innego jak tylko orzeł przedni. Na takiego drapieżcę warto by się zasadzić, a jeszcze jakby udało się zrobić jakieś foto ha... byłoby genialnie. Tym bardziej, że jak twierdził mój rozmówca, widuje go przy dobrej pogodzie niemal każdego popołudnia. Wywiad owego dnia, jak pamiętam, zebrałem skrupulatny. Wiedziałem mniej więcej gdzie i o której godzinie się pojawia, a zatem pozostało jedynie przyjechać z aparatem, „długim” teleobiektywem i cierpliwe czekać. Nie tyle chodziło już o sam dokument fotograficzny, jak o fakt zobaczenia na wolności tego wspaniałego ptaka. Ostatni raz orła przedniego widziałem i to tylko przez krótką chwilę, kilkanaście lat temu, na sąsiadującym z Podhalem Spiszu.

Pogoda jak na złość nie chciała się poprawić, początek jesieni w górach często lubi być kapryśny. Jednak po kilku deszczowych dniach aura stopniowo zaczęła się podnosić. Czym prędzej spakowałem najpotrzebniejsze rzeczy i w drogę. Według zapewnień mojego rozmówcy orzeł miał często krążyć w godzinach popołudniowych. Przybyłem na miejsce oczywiście znacznie wcześniej w nadziei, że może tym razem zacznie szybować jeszcze przed południem.

Góry mają tę zaletę, że będąc na odpowiedniej wysokości można sfotografować sylwetkę szybującego ptaka z poziomu, a czasami nawet z góry, takie ujęcie na tle położonego niżej ciemnego lasu zawsze jest interesujące. Zacząłem powoli kombinować, skąd byłaby lepsza widoczność, zastanawiałem się, które pola penetruje w poszukiwaniu zdobyczy. Powoli czas upływał mi na rozważaniach, gdzie, dlaczego, na co poluje, a czy na pewno w tym miejscu itd.

Pogoda, jak już wspomniałem, była owego dnia piękna, wszystko szło jak najbardziej po myśli, nawet czas, jak pamiętam nie bardzo mi się dłużył. Siedziałem pod niewielką kępą drzew,

© Kazimierz Pańszczyk
penetrując wzrokiem błękit pienińskiego nieba. Dochodziła już godzina 14:00, a orła niestety nie było widać. Według mojego informatora gdzieś o tej godzinie miał krążyć nad lasem, a następnie szybując nad polami kierował się na słowacką stronę Pienin. Jak zapewniał mnie starszy jegomość „ptok tyn zawse leci se pozbójować na Slowensko”. Czekałem już dobrych kilka godzin i zaczynałem powoli mieć obawy, czy aby tego dnia nie wziął sobie wolnego od zbójowania, bo coś nie bardzo miał ochotę się ujawnić. Jednak bez względu na wszystko postanowiłem czekać do końca, chciałem przynajmniej zlokalizować miejsce pobytu tego wspaniałego drapieżcy. Mniej więcej około godziny 14:30 dojrzałem ciemną szybującą sylwetkę nad lasem. Szybko wyostrzyłem obraz w lornetce, patrzę... Nie, to niemożliwe! Przecież to jest myszołów! Czekałem, kiedy zrobi następny zwrot aby się upewnić. Tak, teraz nie mam już wątpliwości, na 99.9% to myszołów!!! Co prawda okazały, ale jednak bez wątpienia jest to myszołów. Zdegustowany i załamany całym zajściem zacząłem powoli się pakować. Schodząc w dół do samochodu rozmyślałem, jak taki dziadek mógł przeżyć 80 lat i nie umie odróżnić orła od myszołowa! Że też tak perfidnie dałem nabić się w butelkę. Będąc już w Pieninach, podłamany całą tą historią o orle, zjechałem do Sromowiec Niżnych i nad szumiącymi wodami Dunajca zacząłem rozmyślać o prawdziwości pienińskich bajdurzeń. Za moimi plecami górowały oblane ciepłymi promieniami słońca szczyty Trzech Koron. Według miejscowych szczyt po lewej to „Gruba Kaśka”, a w środku „Wysoka Maryśka”, a po prawej „Kudłata Zośka”, a na dole pod nimi ja, łatwowierny idiota! To była chyba najwłaściwsza kwintesencja owego dnia jaka przyszła mi do głowy.

Piękną pogodę, nastrój, jak i całe dobrze zapowiadające się przedsięwzięcie zniszczyła niemal w jednej sekundzie brutalna prawda jaką ujrzałem w szkłach lornetki! Myśląc rozsądnie z dwojga złego to i tak lepiej, że wypatrzyłem tego myszołowa w pierwszym podejściu, bo w przeciwnym razie taszczyłbym tu jeszcze kto wie czy nie kilka razy cały sprzęt, właściwie po nic. Dwie godziny przygotowań, sześciogodzinna penetracja polsko-słowackiego nieba, pięćdziesiąt kilometrów jazdy, godzinne podejście pod stromą górę tylko po to aby w efekcie zrobić kilka marnych widoczków. Bez wątpienia, to była chyba najbardziej „wysiedziana” pocztówka jaką udało mi się w ostatnim czasie naświetlić.

Tego nawet nie można nazwać pechem, całość pretenduje raczej do klęski, czy jak zwykło mawiać młode pokolenie - to niemalże m a s a k r a !

Siedząc nad szumiącym Dunajcem rozmyślałem, gdzie iść i co owego dnia dalej robić. Czułem się rozbity i zdegustowany zaistniałą sytuacją. Nieopodal, jak pamiętam przepływały dwie flisackie łodzie, ktoś do mnie machając ręką zawołał: „hello, ahoj”. Byłem tak poirytowany tym „myszo-orłem”, że nawet nie raczyłem odpowiedzieć na przyjazne gesty turystów. Równie dobrze mogłem uwierzyć w pienińskiego pterodaktyla lub w to, że dziadek dzień wcześniej z Janosikiem raczyli się piwem w słowackim wyciapie!

Podłamany począłem wpatrywać się w szmaragdową toń Dunajca, rozmyślając o tym, czego tak naprawdę oczekiwałem. Orła? W miejscu, gdzie latem dziennie przewijają się setki, jeśli nie tysiące turystów? I niby w takim miejscu miałby osiąść jeden z najbardziej płochliwych ptaków Europy?! Na zdrowy rozum to nie mogła być prawda, ale czy można mówić o zdrowym rozumie, jak usłyszy się niemal mityczną opowieść o podniebnym „janosiku”? Na dodatek stwierdzenie padło z ust nader poważnego seniora, który jak sam twierdził, jest tylko o jeden dzień młodszy od samych Pienin.

Idąc dalszym tokiem tych rozważań, uznałem jednak, że właściwie to nie mam co narzekać, przecież całkiem miło upłynął mi ten dzień. Czas spędziłem w cudownej krainie, oddychałem rześkim powietrzem, widoki miałem przepiękne. Czegóż jeszcze można chcieć?

© Kazimierz Pańszczyk
A to, że orłem okazał się pospolity myszołów - trudno, czasami i z takim wyzwaniem też trzeba się zmierzyć. Po jakiejś godzinnej relaksacji w tym uroczym miejscu powrócił nawet dobry nastrój i nie byłem już zły na dziadka, którego zaraz po tym epizodzie nazwałem „starym zwapniałym endemitem”. Siedząc na ciepłym kamieniu, zanurzony we własnych myślach nawet nie zauważyłem, kiedy słońce skryło się za pobliskimi skałkami. Urwiste zbocza jeszcze jaśniały czerwienią zachodzącego słońca, a w dolinach zaczęły snuć się już pierwsze sino-blade mgiełki. Jesienny chłód oplatał mnie zewsząd niczym nocna mara - znak to, że najwyższy już czas wracać do domu. Orla zasiadka zakończona.

Niebawem z głębi sobczańskiego wąwozu dobiegnie nocne pohukiwania puszczyka, księżyc jak zwykle przejrzy się w ciemnych odmętach Dunajca, a szemrząca woda w głębi skalnych pieczar obmyje janosikowe skarby. A mnie, po tej druzgocącej „orlej” zasiadce i kilku wątpliwej wagi ujęciach pozostanie barwna pienińska opowieść jaką usłyszałem o podniebnym „rozbójniku".

Powrócę tu zapewne jeszcze nie raz i nie raz jeszcze uniosę wzrok hen wysoko, nad wyniosłe wapienie, w poszukiwaniu dostojnego króla przestworzy. Dumnej, ale mimo wszystko utraconej perły pienińskiej przyrody.


 
 
2007-2017 © Paweł Wietecha, nota prawna
 jesteśmy też na facebooku ostatnia aktualizacja: 05.04.2015, 18:29co nowego?
1x1px_trns.gif