• foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
foto-ptaki.pl arrow Fotoopowieści arrow Błotniaki znad śmietnika
 

Sonda

Sprzętu jakiej marki używasz najczęściej?


 

Jak archiwizujesz zdjęcia?


 

Błotniaki znad śmietnika Email
Autor: Tomasz Kłosowski   
Tomasz Kłosowski
zobacz powiększenie w galerii
Błotniak stawowy© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Nagła ptasia wrzawa nad łąką zapowiedziała drapieżnika. Chmura czajek, rycyków, brodźców i rybitw, wirująca w kółko, podpowiadała, że to musi być drapieżca skrzydlaty. Rzeczywiście jego sylwetka dała się wkrótce zauważyć wśród sylwetek mniejszych ptaków. Cienkoskrzydła, zwrotna i lekka. Błotniak. Wszystko się zgadza. Tu, nad łąką, opanowaną przez ptaki siewkowe, powinien być częstym gościem. To pogromca nie samych ptaków - bo ich złapać nie potrafi - ale szabrownik, plądrujący ich gniazda, wypijający jaja i wyłapujący pisklęta. Dziwne tylko, że najwyraźniej jest to błotniak stawowy, gdy nad pełną siewkowców łąką powinien raczej przemykać błotniak popielaty, czyli łąkowy. Stawowy - największy z błotniaków - penetruje raczej nadwodne szuwary gdzie potrafi złowić nawet rybę, chętnie też w poszukiwaniu gryzoni podąża na pola. Gniazda zakłada w rozległych trzcinowiskach. Tutaj takich nie ma, co najwyżej tu i ówdzie w mokrzejszych partiach łąk horyzont łamią niewielkie płotki lub kępki trzcinowe. Więc skąd w okresie lęgowym ciągła obecność błotniaka stawowego, przy równoczesnym braku właściwego temu siedlisku błotniaka
zobacz powiększenie w galerii
Błotniak stawowy© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
łąkowego? - zachodziliśmy w głowę. Czyżby większy i mocniejszy drapieżnik wyparł stąd słabszego, czy wręcz dosłownie go stąd przegonił? Na to wyglądało. Tylko gdzie się zagnieździ? Wprost wśród wyższych traw łąkowych - jak to się zdarza błotniakowi łąkowemu?

A tym czasem coraz więcej oznak wskazywało, że widywane tu przez nas i przepłaszające nam ptaki siewkowe błotniaki stawowe na prawdę gdzieś tu gniazdują. Najpierw samce popisywały się podniebnymi łamańcami w lotach godowych, później coraz częściej nosiły zdobycz i przekazywały ją w powietrzu podlatującym do nich samicom. Śledzenie, gdzie taka obdarowana przez partnera samica poleci ze zdobyczą, to najprostszy sposób na odkrycie gniazda, w którym samotnie wysiaduje ona lęg. Stojąc nad trzcinowiskiem, nie trudno namierzyć miejsce gdzie zapada. I nie raz namierzaliśmy. Cóż jednak po gnieździe, ukrytym w przepastnym trzcinowisku? By podpatrywać życie błotniaków w takim gnieździe, trzeba w pobliżu zbudować ukrycie, ale między tą czatownią a gniazdem wypadnie wyciąć pas trzcin, by cokolwiek było z niej widać. Taka drastyczna zmiana w otoczeniu jest
zobacz powiększenie w galerii
Błotniak stawowy© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
niebezpieczna dla gniazda, bo przepłasza jego skrzydlatych właścicieli, zwraca uwagę ewentualnych szabrowników - choćby lisa czy jenota, a nieraz i dwunożnych niszczycieli. Ta okoliczność sprawiała, że przez długi czas nie mieliśmy w swych zbiorach przyzwoitych zdjęć błotniaka stawowego, który w końcu obok myszołowa należy do naszych najpospolitszych łowców. Ot, parę sylwetek na niebie wyglądających jak rozkrzyżowane paprochy. To wszystko czym mogliśmy się wykazać.

Toteż krążące nad łąką błotniaki nęciły. Tu jednak samice, po odebraniu zdobyczy od swych małżonków, długo z nią latały to tu, to tam, znikały, by znów nadlecieć, nie wskazywały drogi do gniazd. A może tych gniazd tu nie ma? Może jakieś młodociane pary ćwiczą się w czynnościach lęgowych, by poważnie do rozrodu przystąpić dopiero za rok - dwa?

Gdy wystawialiśmy aparaty zbrojne w obiektywy 300 i 500 mm (x1,4), ptaki od razu nabierały dystansu i efektowne sceny karmienia żony przez męża przenosiły się gdzieś het, na sąsiednie łąki. No więc jak to - mają te ptaki jakieś rewiry czy nie, a w nich być może gniazda?
zobacz powiększenie w galerii
Błotniak stawowy© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Rozumieliśmy bowiem, że jeżeli nie zamaskujemy się sprytnie gdzieś w miarę blisko błotniakowej siedziby, z naszych łowów znowu nic nie będzie.

I chyba tak by się wszystko skończyło, gdyby nie zwróciła naszej uwagi ciemna plama gniazda sroki, majacząca wśród gałązek kopulastego krzaka rozsiadłego na łące. Jakoś dziwnie płaskie, wydało nam się to gniazdo, gdy srocza siedziba powinna być kulista. Bliższe obserwacje pozwoliły nam jednak odkryć ze zdumieniem, że to... ułożone z patyków posłanie na którym twardo wysiaduje lęg, ni mniej, nie więcej tylko samica błotniaka stawowego! Do krzaka można było po kulturowej, uprawnej drodze dojść nie ledwie suchą nogą, bez żadnych przeszkód, dopiero parę kroków przed nim robiło się mokro, a dostępu do samego gniazda broniły gęste, wystające niczym kolce z grzbietu jeża, gałęzie. Nie mniej - miejsce lęgu było wprost śmiesznie łatwo dostępne. Ptak musiał dobrze o tym wiedzieć. Błotniaczyca zlatywała z gniazda na spotkanie z niosącym dla niej żer samcem tak dyskretnie, że prawie nigdy tego nie zauważaliśmy. Zdobycz odbierała zawsze gdzieś daleko, odlatywała na kilometr
zobacz powiększenie w galerii
Błotniak stawowy© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
od gniazda, pociągając za sobą taskającego dla niej posiłek żywiciela. Jakby chciała zmylić wścibskich intruzów.

O tym, żeby w pobliżu krzaka, bez żadnej osłony, urządzić czatownię nie było mowy. Nawet tego nie próbowaliśmy i wydawało się, że to niby cenne znalezisko nie zostanie wykorzystane. Odkryliśmy jednak w pobliżu jeszcze inne podobne gniazda, ukryte w krzakach lub wątłych kępkach wodnego szczawiu. Jedno było w podmokłej niecce, u stóp niewielkiego pagórka porośniętego drzewami. Gdy pod nimi się zamaskujemy, będziemy mogli przynajmniej chwytać teleobiektywami przyloty i odloty gospodarzy gniazda - myśleliśmy.

Poczekaliśmy, aż w gnieździe nieco podrosną pisklęta, zamieniając się w kłapiące dziobami i nadstawiające szpony straszydła. W tym okresie w gnieździe potrzeba dużo pożywienia, a więc samica co rusz jest wywoływana przez samca, by zechciała odebrać zdobycz i zanieść ją młodym. Albo też sama wyrusza na polowanie i coś im przynosi.

Zostałem zapakowany do płóciennej budki z szerokim wyjściem dla obiektywu, starannie
zobacz powiększenie w galerii
Błotniak stawowy© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
odkrytej gałęziami. Na zew samca jego małżonka wyleciała z gniazda tak niespostrzeżenie, że tylko między badylami wierzb mignęły mi brązowe końcówki jej skrzydeł. Zbliżając się do swojego karmiciela, zazwyczaj nawołuje pisklęcym głosem, domagając się oddania żeru. Słychać to z daleka. Ale tym razem niczego nie było słychać. Pozostawało czekać w naprężeniu, aż wreszcie nadleci. Mija kwadrans - jeden, drugi... nic. I nagle jakiś cień przelatuje po okolicznych trawach. Jest! Zatacza kręgi, a ja z najwyższą ostrożnością próbuję w nią wycelować. Bezskutecznie. Jednocześnie rozlega się paniczne "kiew, kiew, kiew, kiew, kiew" - oznaka skrajnego niepokoju. Błotniaki to istoty milczące, wydają głos tylko w razie konieczności. Nie dobrze! Ptak musiał wykryć podejrzane ruchy w moim ukryciu, choć jest ono usytuowane kilkadziesiąt metrów od jego siedziby. Lata, waży się w powietrzu, już ma zlądować, ale jak oparzony znów wyskakuje w górę ze swym nieskomplikowanym, ale wyraźnie podszytym lękiem okrzykiem. W końcu, ciągle trzymając zdobycz, odpływa ku dalekim polom znikając na dobrą godzinę.

Decyzja: przerywam
zobacz powiększenie w galerii
Błotniak stawowy© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
czaty. Niby ukrywam się dość daleko od gniazda, ale ptaki są tak płochliwe, że lepiej abyśmy sami się spłoszyli i umknęli...

Wkrótce trawy na łąkach podrosły tak, że wokół gniazd rozpoczęto sianokosy z użyciem mechanicznego sprzętu. Błotniaków w tym czasie prawie nie było widać, ale młode w gniazdach żyły i miały się dobrze, jakimś cudem były więc karmione. Ich rodzice osiągnęli mistrzostwo w dyskretnym dostarczaniu pożywienia. Nie zawsze było to skuteczne - dwa gniazda tym w mniemaniu ludności "jastrzębi" zostały jednak splądrowane. A my fotografowanie musieliśmy odłożyć do przyszłego roku.

Wtedy to już na przedwiośniu wpadła nam w oko para błotniaków nieustannie okupująca zupełnie nieodpowiednie (jak nam się wydawało) miejsce do gniazdowania. Była to mała, przyklejona do ruchliwej wiejskiej drogi kępa trzcin. Wyrastała na małodrożnym rowie, który w tym miejscu przepływał pod drogą przepustem. Przed nim utworzyła się głęboka, grząska kałuża porosła wysokimi trzcinami. Jej przyległą do drogi część była zasypana górami śmieci, które ochoczo zwozili tu chłopi z okolicznych
zobacz powiększenie w galerii
Błotniak stawowy© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
wiosek. Mimo to błotniaki co chwila lądowały tu z łodygami trzcin i pękami pomniejszych traw. Później - z upolowanymi małymi ptaszkami i gryzoniami dla młodych. Lęg więc musiał przebiegać wśród tego śmietniska pomyślnie, choć obok po wyboistym gościńcu przewalały się ciągniki, samochody, przeciągały tabuny bydła. Nie do wiary!

Dopiero gdy młode błotniaki doszły do w miarę słusznego wieku, postanowiliśmy zajrzeć do gniazda, jakby wciąż niedowierzając w jego istnienie w takim miejscu. Wyszło jednak na jaw, że ptaki wybierając je, wiedziały co robią. Kałuża, choć nie wielka, okazała się tak przepastna i grząska, że wpadaliśmy w rozmokłe błoto po pas a im bliżej środka rowu, tym było głębiej. Gniazdo mogliśmy zobaczyć tylko z daleka, bo między pobielonymi przez odchody trzcinami majaczyły pokaźne sylwetki już częściowo opierzonych młodych. Były tu bardzo bezpieczne, zwłaszcza, że ów wał śmieci przy drodze odstręczał od penetrowania błotniakowej ostoi.

zobacz powiększenie w galerii
Błotniaki stawowe© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
zobacz powiększenie w galerii
Błotniak stawowy© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy


























Skoro ptaki - mimo ruchu na drodze - spokojnie egzystują to może trzeba na poboczu drogi spokojnie postawić samochód i
zobacz powiększenie w galerii
Błotniak stawowy© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
celować z niego obiektywami w niebo nad trzcinami gdzie ptaki powinny co rusz zawisać ze zdobyczą nad swym domostwem.

W pogodny ranek stanęliśmy więc ukryci w samochodzie wciśniętym w wysokie pokrzywy na poboczu. Grzesiek i nasz ówczesny praktykant Mateusz Kowalski oparli lufy teleobiektywów o woreczki z ziarnem, ułożone na odsuniętych szybach, ja zaś pełniłem rolę kierowcy. Co róż padały w moją stronę ostre komendy: dwa kroki do przodu! Teraz w tył! Stań trochę bokiem! Szybciej! W ten sposób obaj optyczni myśliwcy próbowali sobie zapewnić jak najlepszy punkt widzenia. A że dla każdego był on trochę inny - wybuchały sprzeczki, a ja stawałem się ich ofiarą, zmuszony na przykład jechać zarazem w przód i w tył jednocześnie. Co chwila musiałem rozstrzygać czyj rozkaz jest ważniejszy. Musiałem przyznać, że mieli o co walczyć, bo ptaki dopisały i co rusz śmigały nad trzcinami, tyle, że niestety, w decydujących dla zdjęć momentach zawsze były odwrócone tyłem.

Zrozumiałem: nocą przeszedł front chłodny więc wiatr powiał z zachodu a że my staliśmy na wschód od gniazda skąd
zobacz powiększenie w galerii
Błotniak stawowy© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
też rankiem napływała fala światła. Zaś ptaki ustawiają się zawsze do lądowania pod wiatr. Pod wiatr też startują. Zatem dzień na straty.

Zanim młode błotniaki opuściły swą kolebkę, zdążyliśmy wykorzystać jeszcze jeden pogodny dzień ale z wiatrem wiejącym od wschodu. Doprawdy dla fotografia przyrody wiatr jest nie mniej ważny niż światło i obłoki, a życzenie pomyślnych wiatrów może być dlań cenniejsze niż nie dla nie jednego żeglarza.

Tym razem spełniły się wszelkie nasze pogodowe życzenia. Ptaki na naszych oczach rozwijały skrzydła hamując nad gniazdem swój fantazyjnie pełen łamańców lot. Układając skrzydła skośnie do ziemi jednocześnie wystawiały je do słońca. Ekspozycje były bez zarzutu. Za razem - ptaki pokazały nam jak ich skrzydła są okazałe i sprawne. W wizjerze dość drobny błotniak przy lądowaniu wyglądał nie ledwie jak słynny Rodan - ptak śmierci. Nie mieliśmy jedynie szans na uchwycenie budującej sceny, kiedy to samiec w powietrzu rzuca swej partnerce łup, a ona go zręcznie chwyta - bo teraz każde polowało było już na własną rękę, a właściwie na własne
zobacz powiększenie w galerii
Błotniak stawowy© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
szpony i skrzydła i nikt nikomu nie potrzebował niczego podawać. Ptaki musiały być trochę naszą obecnością zaniepokojone, bo co rusz przynosiły pęki traw z leżących obok na łąkach pokosów. Niepokojone drapieżniki z reguły zaczynają znosić do dawno już zbudowanego gniazda materiał, jakby chciały je w obliczu domniemanego zagrożenie wzmocnić a jego zawartość zamaskować.

To wszystko było znakomitym łupem dla naszych obiektywów. Tylko przejeżdżający ciągnikami chłopi podejrzliwie popatrywali na wóz uporczywie tkwiący przy śmietniku. Jego brudna od błota maska i liche, terenowe odzienie pasażerów wskazywały, że to może jacyś zbieracze puszek i butelek...

Z tego wiejskiego śmietnika wróciliśmy z całą masą fotograficznego śmiecia. Wiele zdjęć było nieostrych, wiele skrzydeł, nóg, a nawet - o zgrozo - głów ptasich było obciętych. Ale wśród tej zdjęciowej rupieciarni znaleźliśmy też parę wymarzonych klejnotów. Oglądając je, wspominałem szczęśliwie spędzone w podwarszawskich lasach dzieciństwo kiedy to najcenniejsze skarby znajdowałem właśnie na śmietnisku...
 
 
2007-2017 © Paweł Wietecha, nota prawna
 jesteśmy też na facebooku ostatnia aktualizacja: 05.04.2015, 18:29co nowego?
1x1px_trns.gif