• foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
foto-ptaki.pl arrow Ptaki arrow Cietrzew - ginąca legenda
 

Sonda

Jakiego typu informacji szukasz tu najczęściej?


 

Jaki korpus uważasz za najlepszy do fotografowania ptaków?


 

Jaki obiektyw uważasz za najlepszy do fotografowania ptaków?


 

Cietrzew - ginąca legenda Email
Autor: Kazimierz Pańszczyk   
Fragment Kotliny Orawsko Nowotarskiej.
Fragment Kotliny Orawsko Nowotarskiej. © Kazimierz Pańszczyk
Kazimierz Pańszczyk Obszar Kotliny Orawsko-Nowotarskiej, a szczególnie torfowiska i przyległe do nich bory, od wieków były jedną z największych ostoi cietrzewia na południu Polski. To właśnie tu, na tak zwanym wypłaszczeniu podhalańskim, dzięki specyficznym warunkom klimatyczno-glebowym powstał ciągnący się ze wschodu na zachód pas torfowisk wysokich. Na długości niemal całej Kotliny natkniemy się na 18 torfowisk, z czego 16 to torfowiska wysokie o łącznej powierzchni ponad 2 tys. ha. Te wspaniałe obiekty przyrodnicze, rozrzucone niczym sznur zielonych pereł po ziemi nowotarskiej, urzekają przede wszystkim odrębnością florystyczną. Każdy, kto tylko odwiedził chociażby jedno z tych miejsc przyzna, że to nie jakaś tam przypadkowa „składnica” zielska i wody, lecz miejsca pod względem przyrodniczym niezwykłe. Z tutejszych uroczysk emanuje klimat, którego nie da się porównać z grądem, lasem, czy mokradłem. Są to miejsca niemal magiczne, owiane legendami o zatopionych miastach, skarbach i duchach strzegących torfowych matni. To również miejsca, w które człowiek wbił stalowe ostrze szpadla, czyniąc ogromną krzywdę tym pięknym krainom...

To wreszcie miejsca, z których wiosną wśród porannych mgieł dochodzi chrapliwe nawoływanie cietrzewia. Wspaniałego
Torfowisko wysokie dobrze nawilgocone z małą ilością drzew.
Torfowisko wysokie dobrze nawilgocone z małą ilością drzew. © Kazimierz Pańszczyk
ptaka, którego natura „przyodziała” w piękny opalizująco-czarny „frak”. Ptaka, o którym snuto przy myśliwskich ogniskach niezwykłe opowieści - o jego odwadze i niezłomnej woli walki. Lewostronna część sterówek samca, zwanego potocznie kogutem, wetknięta w otok góralskiego kapelusza, symbolizować miała walkę, upór i heroiczne przywiązanie do tej skalisto-borowej ziemi.

Niestety ta czarna chluba tutejszych uroczysk powoli odchodzi już w cień. Giną zarówno same cietrzewie jak i opowieści z nimi związane. Już niedługo cietrzew może stać się, podobnie jak orzeł przedni, reliktem podhalańskiej ornito-fauny. Być może dlatego, że już stanowi niebywałą rzadkość wytworzono wokół niego nie zawsze prawdziwą aureolę legend i mitów. Niejednokrotnie słyszałem opowieści jakoby ptak ten, na skutek miłosnej pieśni jaką niestrudzenie o świcie „gra”, nie słyszał niczego innego, jak tylko przez siebie graną frazę godową. Miał być tak podniecony wiosennym uniesieniem, że nie zwracał uwagi na grożące mu niebezpieczeństwo. Podekscytowany tokowym klimatem rzekomo miał reagować efektownym podskokiem na rzucony w górę myśliwski kapelusz dopatrując się w nim rywala. Również stawiane na polach tak zwane bałwanki (kukły) miały zwabiać te ptaki w dogodne miejsca polowań.
Eksploatowane miejsce.
Eksploatowane miejsce. © Kazimierz Pańszczyk
A jeszcze starsze opowieści wzmiankowały o lusterkach, czyli białych plamkach znajdujących się na ramieniu skrzydła, których wielkość świadczyć miała o kondycji danego osobnika. Biały kuper miał być drogowskazem, a jednocześnie miał przyciągać w ciemnościach kurę do kogutów. Również fałdy skórne, zwane potocznie koralami lub też różami, miały działać magicznie na samice. Oczywiście większość z tych opowieści to tylko mity podparte niedostateczną wiedzą na temat tego gatunku. Mimo wszystko ptak ten od dawna fascynował okolicznych górali. Od kiedy tylko orle pióro stało się niemożliwym do zdobycia ozdobnikiem góralskiego kapelusza, zaczęto zastępować je cietrzewią lirą. Orzeł, którego zawsze kojarzono z odwagą, siłą i wolnością, od niepamiętnych czasów wzbudzał podziw. Jednak z czasem dostrzeżono również i w cietrzewiu niezwykłe cechy. Nie był to co prawda łowca szybujący wysoko w przestworzach, jednak nieprawdopodobny upór i przywiązanie do własnego skrawka terenu odzwierciedlało jakże zbliżone usposobienie tutejszych górali. Jak zresztą słusznie zauważono ptak ten był to tego stopnia przywiązany to własnej areny tokowej, że nawet po pożarze nie odstąpił od raz obranego przez siebie miejsca. Wywieziona przez rolnika fura kompostu i złożona na jego arenie tokowej, również go nie
Suszenie kostek wykopanego torfu (tego typu kostki służą do palenia w piecu).
Suszenie kostek wykopanego torfu (tego typu kostki służą do palenia w piecu). © Kazimierz Pańszczyk
deprymowała. Nawet kiedy myśliwy zastrzelił tak zwanego tokowika (koguta dominującego), jego arena tokowa zostawała niemal natychmiast przejęta przez innego koguta, który, rzecz jasna, musiał zażarcie bronić odziedziczonego miejsca. Niegdyś ilość rywalizujących samców była tak duża, że walki z małymi przerwami trwać miały od bladego świtu aż do wczesnych godzin przedpołudniowych. O ile wierzyć łowieckim statystykom tylko w okolicach borów nowotarskich tokowało jeszcze w początku lat 70-tych ubiegłego stulecia od 400 do 600 kogutów. Nie wliczając w to populacji tatrzańskiej, babiogórskiej i nieco już w owych latach przerzedzonej populacji pienińskiej.

Niestety, zwłaszcza w ostatnim dziesięcioleciu liczebność tych pięknych ptaków zaczęła drastycznie spadać. Co wydarzyło się na tyle niedobrego, że populacja aż tak drastycznie się skurczyła? Tak na dobrą sprawę nikt nie podał klarownej przyczyny. Jedno jest pewne, im mniej jest tych ptaków, tym więcej rodzi się teorii na temat ich dramatycznego losu. A jeszcze nie tak dawno, bo na przełomie minionego stulecia, dochodziły optymistyczne głosy mówiące o odradzaniu się tego gatunku. Ptak ten nie dosyć, że się nie odrodził, to jeszcze obserwuje się dalej postępujący regres.

Spłoszony cietrzew przez błotniaka stawowego.
Spłoszony cietrzew przez błotniaka stawowego. © Kazimierz Pańszczyk
Niewątpliwie duży procent odpowiedzialności za tak katastrofalnie niski stan cietrzewia w naszym kraju ponosi człowiek. Z drugiej jednak strony nie można wszystkiego kłaść na karb postępu technicznego, działalności myśliwych, leśników, rolników, fotografów przyrody czy wreszcie osób postronnych, które to świadomie bądź nie, znalazły się na terenie występowania tego gatunku. Również nie można obarczać winą naturalnych drapieżników jakimi niewątpliwie są lis, kuna, kruk, jastrząb, puchacz, ryś, a czasami nawet i wilk. Całość wydaje się dużo bardziej złożona. Jednak szukanie większego lub mniejszego winowajcy właściwie do niczego nie prowadzi. Należałoby się raczej skupić na długofalowej pomocy, w dobrym tego słowa znaczeniu, niż licytować czyja wina jest większa. Podchodząc bowiem do problemu w ten sposób tworzy się kolejny węzeł gordyjski, którego w najbliższym czasie i tak na pewno nikt nie rozwiąże.

Tak czy inaczej, bezpośredniego zagrożenia ekolodzy dopatrują się głównie w działalności człowieka. Przede wszystkim chodzi o meliorację gruntów, chemizację rolnictwa i cały szereg niekorzystnych zmian, jakie wprowadził człowiek w ostatnim czasie do środowiska. Z kolei myśliwi niemal jednomyślnie obarczają za ten katastrofalnie niski stan lisy
Wrzosy pojawiają się na przesuszonych torfowiskach.
Wrzosy pojawiają się na przesuszonych torfowiskach. © Kazimierz Pańszczyk
i kruki, przynajmniej takie słyszy się opinie w obrębie Podhala i Orawy. Oczywiście każda z tych grup, poniekąd, ma rację. Nie chciałbym stawiać się w roli arbitra, jednak z moich wieloletnich obserwacji mogę wysnuć wniosek, że największą winę w tym wszystkim, mimo wszystko, ponosi jednak człowiek. Przy czym chciałbym niejako obalić pewne, nie do końca prawdziwe mity dopatrujące się niemal we wszystkim destrukcyjnej działalności człowieka. Trzeba podkreślić, że są też i pozytywne akcenty tejże działalności, chociaż powszechnie wiadomo, że nie ma ich zbyt dużo. Również naturalne drapieżniki, do jakich niewątpliwie zaliczyć możemy lisy, kuny i całą rzeszę krukowatych, też nie do końca ponoszą winę za tak szybki spadek liczebności.

I tak, do najbardziej niekorzystnych zmian jakie wprowadził człowiek w ostatnim stuleciu najczęściej zalicza się:
  • nieprzemyślane prace melioracyjne,
  • rabunkowa eksploatacja torfu,
  • nadmierny zbiór jagód w borach, oraz żurawin na torfach,
  • zmiany zachodzące w rolnictwie w ostatnim czasie,
  • zbyt duża liczba turystów i grzybiarzy,
  • nadmierna eksploatacja zasobów leśnych, głównie chodzi o zrywkę drewna.
Natomiast z łowieckiego
Nieco później na przesuszoną kopułę wkraczają sosny i brzozy.
Nieco później na przesuszoną kopułę wkraczają sosny i brzozy. © Kazimierz Pańszczyk
punktu widzenia lista jest już skromniejsza i w zasadzie ogranicza się tylko do działalności drapieżników takich jak: lis, kruk i kuna.

Niewątpliwie cała ta mieszanka wpłynęła na to, że populacja cietrzewia w ostatnich latach drastycznie zmalała. Co jakiś czas łowieckie lobby podnosi coraz większe larum, że to, poza lisem, właśnie kruk stanowi największe zagrożenie, domagając się w ten sposób odstrzałów redukcyjnych tych ptaków. Tyle, że jak do tej pory nikt nie stwierdził w sposób jednoznaczny jaką faktycznie winę ponosi kruk. Można podejrzewać, że w tych żądaniach nie chodzi już tyle o ochronę gatunku, co o to, aby pewna grupa mogła zaspokoić odwieczny instynkt „super łowcy”. Czytając niektóre wypowiedzi odnosi się wrażenie, że nie kto inny jak właśnie myśliwi, jako jedyna grupa, poczuwa się do roli niestrudzonego obrońcy cietrzewi. I jak też sami o sobie mówią: to tylko dzięki naszym heroicznym działaniom jeszcze coś w obrębie torfowisk tokuje!

Drodzy Państwo, wspólnie z Ludwikiem Krzeczkowskim, moim wieloletnim towarzyszem fotograficznych wypraw, obserwujemy te ptaki od ponad ćwierćwiecza. I naprawdę moglibyśmy napisać odrębny esej na temat etyki i pomocy (tej w cudzysłowie, rzecz jasna) jaką myśliwi włożyli
Nadmiar brzozy na tak zwanym potorfiu (miejscach gdzie kiedyś torf występował).
Nadmiar brzozy na tak zwanym potorfiu (miejscach gdzie kiedyś torf występował). © Kazimierz Pańszczyk
ratując ten wspaniały gatunek. Pamiętamy jak jeszcze nie tak dawno na tokowiskach, co sto pięćdziesiąt metrów stawiano budki, z których strzelano do tokujących kogutów. Niektóre o brzasku dnia nawet nie zdążyły dobrze zaczuszykać jak przenosiły się do „krainy wiecznych toków”. Dodatkowo niewłaściwie oceniano, a być może nawet świadomie zawyżano stan liczebny tych ptaków. Czyniono tak, jak się wydaje, tylko po to, aby jeszcze bardziej uatrakcyjnić dzierżawiony przez siebie teren. Ponadto duża liczba kogutów, przede wszystkim tych na „papierze”, świadczyć miała o wzorowo prowadzonej gospodarce łowieckiej. To tylko niektóre drobne grzeszki kół łowieckich z przeszłości. Do obecnych bez wątpienia można zaliczyć brak aktywnego i zintegrowanego działania na rzecz ratowania tych ptaków. Mam na myśli na przykład systematyczne prowadzenie prac terenowych, takich jak budowa suchych kąpielisk, schroników przeciwdeszczowych, czy chociażby wykaszanie coraz bardziej zarastających tokowisk. Dodatkowo, podjęto działania, które mogą okazać się destrukcyjne - wprowadzono na te tereny bażanta, którego wcześniej tutaj nie było, a który może stać się źródłem chorób dziesiątkujących pogłowie cietrzewi. Poza myśliwymi muszą uderzyć się w piersi również ekolodzy, leśnicy jak i też osoby odpowiedzialne
Okrajek torfowiska wysokiego o dużym stopniu nawilgocenia.
Okrajek torfowiska wysokiego o dużym stopniu nawilgocenia. © Ludwik Krzeczkowski
z urzędu za ochronę przyrody - co uczynili namacalnego dla tego gatunku. Nie chodzi o powołanie straży leśnej, nakreślenie tabelek, statystyk, zakup lornetek, quadów, aparatów fotograficznych i tym podobnych akcesoriów mających rzekomo służyć ochronie tych ptaków. Chodzi o konkretne działania. Drodzy Państwo, powiedzmy sobie szczerze, żaden strażnik z lornetką czy bez, poruszający się jeepem, quadem czy rowerem nie przyczyni się w większej mierze do odrodzenia zagrożonego gatunku. Owszem jeśli w grę wchodzi kłusownictwo, to straż leśna czy łowiecka może odegrać znaczącą rolę. Jednak postawienie strażników, wprowadzenie zakazów i obostrzeń w obrębie tokowisk na dłuższą metę nie odniesie pożądanego rezultatu. Są to li tylko działania doraźne, jednak nie ratujące naprawdę niczego. Podejrzewam, że w najbliższych latach zostaną uruchomione unijne środki finansowe w celu ratowania tego gatunku. Niemniej jeśli nie będą spożytkowane we właściwy sposób, tylko przegadane na kolejnych sympozjach, to niebawem może powstać smutny raport stwierdzający, że mimo wydatnych nakładów, gatunku niestety nie udało się uratować. Spróbujmy więc przeanalizować wpływ różnych czynników na kondycję podhalańskiego stada cietrzewi i określić, jakie działania należałoby podjąć dla jego ocalenia.


 
 
2007-2017 © Paweł Wietecha, nota prawna
 jesteśmy też na facebooku ostatnia aktualizacja: 05.04.2015, 18:29co nowego?
1x1px_trns.gif