• foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
foto-ptaki.pl arrow Konkursy arrow Konkurs: Wabienie ptaków głosem
 
Konkurs: Wabienie ptaków głosem Email
Autor: Piotr Dombrowski   


Fotografia ptasia to ciężki, ale satysfakcjonujący kawałek chleba. Im więcej wkładamy wysiłku, tym bardziej doceniamy osiągnięte wyniki. A o dobry efekt nie jest łatwo. Kilogramy sprzętu przenoszone na plecach w terenie nie zawsze sprzyjającym człowiekowi,
© Piotr Dombrowski
zobacz powiększenie w galerii
Rokitniczka - Acrocephalus schoenobaeus
Korpus Olympus E-300, obiektyw Sigma 135-400mm f/4.5-5.6, 1/640s, f/8, -1/3EV, ISO 200.
pogoda płatająca rozmaite figle, oraz upragniony gatunek, który akurat jak na złość ani myśli „współpracować”. Do tego trzeba doliczyć minimum zdolności manualnych, bo postawić dobre ukrycie i je zamaskować też nie jest łatwo. Wszystko to trzeba jeszcze przyprawić solidną dawką wiedzy z dziedziny ornitologii, bo bez niej nie ma co nawet marzyć o dobrym ujęciu.

Człowiek jest gatunkiem uwielbiającym ułatwiać sobie życie i czynić je bardziej wygodnym. Fotografowie ptasi, też nie w ciemię bici, poczęli w końcu kombinować, co zrobić by się nie narobić a zrobić (dobry kadr np.). I doszli do wniosku, że po co taszczyć się za ptakami skoro jest możliwość ściągnięcia ich do siebie - „pod sam obiektyw”. Nastała era wabienia. Na pierwszy rzut poszło wykładanie wszelkiej maści padła w okresie zimowym. Wielokrotne obserwacje kruków, myszołowów, srok, sójek a także bielików na wyrzuconych przez chłopów świniach i krowach dały wynik w postaci coraz to doskonalszych miejsc zimowego dokarmiania. Przeglądając fora internetowe dochodzę do wniosku, że takich zimowych bud stawia się obecnie w Polsce co najmniej kilkadziesiąt. Ale my nie o tym.

Gnębiła też fotografujących kwestia śpiewających ptasich maleństw, które kryły się skutecznie przed okiem obiektywu w wysokich trawach, gęstych zaroślach czy koronach drzew. Jak takiego szprynca złapać w kadr? I to na odległość zaledwie 3-5m? Rozkwitła więc fotografia przygniazdowa. Z różnym niestety skutkiem. Bo gniazda też są dobrze ukryte, a prześwietlenie krzewu w celu złapania czystego kadru owocowało nierzadko spustoszeniem lęgu przez czujne drapieżniki lub jego porzuceniem. Słońce w takim wypadku docierało bez przeszkód do wnętrza gniazda, niemiłosiernie parząc wysiadującą samicę, a później delikatne pisklęta. W sukurs przyszedł nam przemysł muzyczny, a konkretniej – coraz prostsze i doskonalsze metody nagrywania i odtwarzania dźwięku. Szczególnie ostatnie kilka lat rozwoju zapisu cyfrowego spowodowało, że możemy bez problemu zabrać ze sobą w plener całą płytotekę ptasich głosów i to kilku różnych autorów.

zobacz powiększenie w galerii
Wodniczka - Acrocephalus paludicola © Piotr Dombrowski
Korpus Olympus E-300, obiektyw Sigma 135-400mm f/4.5-5.6, 1/640s, f/8, -1/3EV, ISO 200.
Najpierw poukładajmy. Po pierwsze czym? – Wszystkim! Wszystko co poprawnie odtwarza audio i jest w miarę przenośne - nadaje się. Od starych magnetofonów kasetowych po MP4. Ale nie ma się co oszukiwać, nikt o zdrowych zmysłach nie będzie wlókł starego jamniora kiedy ma pod ręką dobry sprzęt np. Creative’a. Odpuśćmy więc sobie zapisy analogowe i skoncentrujmy się na plikach mp3 czy wav. Przeważnie używa się odtwarzaczy mp3 i mp4. Kwestia własnego przyzwyczajenia i umiejętności szybkiego operowania plikami. Bo szybkość jest istotnym elementem tej fotografii. Chyba, że nastawiamy się na konkretny gatunek i nic nie jest w stanie nas oderwać od przyjętego założenia. Ale o tym później. Istotną sprawą w wyborze odtwarzacza jest jego pojemność pamięci. Kilkaset głosów potrafi zająć kilka gigabajtów. Dobrym rozwiązaniem są mp4-ki z gniazdem kart pamięci. Katalogujemy sobie pliki, np. ptaki łąkowe, leśne, czy konkretnie przypisujemy gatunki do wybranego przez nas miejsca i takie foldery (np. Pogorzałe, albo Przy strumieniu) zgrywamy na karty flash. Później wystarczy
zobacz powiększenie w galerii
Wąsatka - Panurus biarmicus © Piotr Dombrowski
Korpus Olympus E-300, obiektyw Sigma 135-400mm f/4.5-5.6, 1/250s, f/8, -2/3EV, ISO 200.
wrzucić do mp4 daną kartę i gotowe. Wydaje się to dobre także dlatego, że trudno jest szybko wybrać interesujący nas głos z biblioteki zawierającej kilkaset gatunków ptaków. Dodatkowo dochodzi kwestia, że warto jest mieć zbiór kilku autorów. Jeżeli dziwonia nie reaguje na Pałczyńskiego, to może skusi się na Roche’a, a może nagranie Tomka Ogrodowczyka zapewni nam sukces? Dla posiadaczy grubszych portfeli polecam iPod. Nie posiada gniazd kart pamięci ale duża pojemność wewnętrzna rekompensuje nam to z nawiązką. Szybki dostęp do plików, duża pojemność sprawiają, że tym sprzętem pracuje się naprawdę wygodnie. Problemem może być współpraca iPodów z domowymi pecetami, w których przeważa system konkurencji, czyli Windows.

Bardzo dobrze w tej roli sprawdzają się także telefony komórkowe. Coraz pospolitsze są modele z wewnętrzną pamięcią rzędu 512 MB oraz gniazdem kart pamięci typu microSD czy MemoryStick. Na allegro wystarczy dokupić tylko przejściówkę z gniazda telefonu na wejście typu microjack. Po co microjack? Ano dochodzimy do kwestii wydobycia
© Piotr Dombrowski
zobacz powiększenie w galerii
Wodniczka - Acrocephalus paludicola
Korpus Olympus E-300, obiektyw Sigma 135-400mm f/4.5-5.6, 1/160s, f/7, -1/3EV, ISO 200.
dźwięku na zewnątrz czyli czym w ptasie ucho...

Wybór głośników jest przeogromny. Polecałbym jednakowoż na tym elemencie nie oszczędzać. Im lepsza jakość dźwięku tym wynik pewniejszy. Przy niektórych gatunkach jak np. derkacz jesteśmy zmuszeni „podkręcić” głośność i słabe, tanie głośniki tego nie zdzierżą. Zbyt dużo wysokich tonów, trzaski i rzężenie skutecznie zniwelują trud naszej pracy. Przy wyborze pamiętajmy też, że najlepiej aby posiadały one własne zasilanie. Są dostępne takie modele z zasilaniem na dwie baterie typu AA lub AAA czyli „paluszki” . Możemy sami się pobawić i zamontować do głośników bez zasilania akumulator żelowy. Jest to dość drogi i ciężki element ale wystarcza na wiele godzin wabienia. Akumulatory takie stosujemy do głośników komputerowych wśród których jest kilku producentów oferujących porządne zestawy jak choćby Logitech, Creative czy Genius.

Widywałem na aukcjach internetowych inną dobrą rzecz, a mianowicie przenośny wzmacniacz do gitary elektrycznej. W cenie około 120zł otrzymujemy spory głośnik, który co prawda ogranicza naszą mobilność w terenie, rekompensuje nam to jednak dobrym, głębokim brzmieniem i szerokim zakresem tonalnym. Głośniki łączymy z odtwarzaczem kablem o długości co najmniej kilku metrów.

Mamy więc sprzęt do wabienia. Co w niego wpakować? Najbardziej pełnym opracowaniem jest chyba Jean C. Roché - Głosy Ptaków Wielkiej Brytanii i Europy, czteropłytowy zestaw zawierający głosy około 400 gatunków. Wymaga jednak trochę pracy ponieważ nazwy gatunków trzeba przetłumaczyć na język polski, chociaż spotkałem się z wersją z dodanym plikiem tekstowym z gotowym tłumaczeniem. Trzeba także uważać bo w trakcie odtwarzania może się okazać, że fragment nagrania zawiera głos ostrzegawczy i wtedy - „po ptakach”. Poza tym ten Francuz nagrywał głosy ptasie w różnych rejonach Europy i nie zawsze nasze rodzime gatunki będą dobrze reagować. Drobne niuanse pieśni mogą być dla nas niezauważalne, natomiast dla wabionego gatunku stanowić mogą poważną różnicę. W myśl zasady „dobre bo nasze” chwyćmy za nagrania Zbigniewa Pałczyńskiego lub Tomka Ogrodowczyka. Dla mnie Tomek jest klasą samą w sobie, ale o Nim za chwilę. Jeżeli nagrania pochodzą z rejonu, w którym wabimy, tym lepiej dla nas. Miałem okazję fotografować wodniczkę wabioną różnymi nagraniami. Od Roche, poprzez Pałczyńskiego
© Piotr Dombrowski
zobacz powiększenie w galerii
Rokitniczka - Acrocephalus schoenobaeus
Korpus Olympus E-300, obiektyw Sigma 135-400mm f/4.5-5.6, 1/640s, f/8, -1/3EV, ISO 200.
aż po nagranie Tomka Ogrodowczyka. Roche się nie sprawdził. W jego nagraniu jest fragment, który jest czymś w rodzaju głosu ostrzegawczego i reakcja ptaków była bardzo słaba. Na nagranie Pałczyńskiego samiec wodniczki zareagował wyraźniej ale bez „szału”. Wtedy Tomek puścił głos, który nagrał poprzedniej wiosny kilkaset metrów od miejsca gdzie teraz wabiliśmy. Reakcja? Wyśmienita. Wodniczka przyleciała z odległości około 100m prosto pod „szkła” A miała się czego bać, bo za maskującym parawanem siedziało czterech chłopa przy czterech statywach. Trzy aparaty i jedna kamera. Wnioski nasuwają się same.

Przy kompletowaniu nagrań pamiętajmy by nie znalazły się tam te, z zapowiedzią gatunku. Przyczaimy się, zamaskujemy, delikatnie włączymy odtwarzacz, a tu zamiast ptasiego trelu usłyszymy stanowcze - „Pokrzewka jarzębata”. Przypomina mi się jak Marcin Karetta poszukiwał wilków w Bieszczadach i mając na ramieniu porządny kawał rozbudowanego „jamnika” chciał, puszczając wycie, sprowokować watahę do odpowiedzi. Początek nagrania ok., piękna noc, Bieszczady, wilki pięknie wyją ze sztucznego źródła, a tu nagle na cały las - „Wilk to ...” Środek nagrania zawierał dodany komentarz...

Do wabienia sów polecam płytę autorstwa Pavla Pelca „Sowy Europy” zawierającej 77 głosów 13 gatunków. Znajdują się na niej wszelkie chyba możliwe głosy nocnych łowców - od pohukiwań terytorialnych samców po syczenie i piski piskląt w gniazdach.

A teraz - kiedy i na co? Termin „zabiegu” wabienia jest krótki i ogranicza się w zasadzie do okresu wiosny, kiedy to samce zajmują terytoria i obwieszczają to wszem i wobec swoją pieśnią. Im bardziej terytorialny gatunek, tym lepiej reaguje. Do kanonu weszły już opowieści o szalonej wręcz reakcji derkacza, który potrafi wejść na czubek buta gdy mu się „zapoda” tarkę w środku jego rewiru. Ciekawostką była dla mnie reakcja ...rokitniczki. Samiec wpadł w szał gdy głos konkurenta dobiegł go ze środka jego własnego terytorium. Zerkając co chwilę na dziwnego osobnika z „wielkim okiem” atakował zawzięcie głośnik ukryty za kępą turzycy. Jedynie gatunki wyprowadzające lęgi kilkukrotnie w ciągu roku możemy kusić wabieniem aż do schyłku lata.

Najwcześniej można rozpocząć pracę z sowami. Już pod koniec stycznia puchacze i puszczyki zaczynają być bardzo aktywne. Co do puchaczy to sprawa wydaje się przegrana na starcie ze względu na ich skryty tryb życia. Poza tym jestem przeciwny ich
© Piotr Dombrowski
zobacz powiększenie w galerii
Jarzębatka - Sylvia nisoria
Korpus Olympus E-300, obiektyw Sigma 135-400mm f/4.5-5.6, 1/80s, f/7.1, -1/3EV, ISO 200.
niepokojeniu – jest to gatunek bardzo zagrożony. Inna sprawa ma się z puszczykiem. Ten reaguje baaaaardzo dobrze. Zimą 2007 roku podczas wabienia na carskiej szosie, na Kopciowym, na puszczony głos kontaktowy samca stawiło się 7 bojowo nastawionych konkurentów. Puszczyka można też z powodzeniem wabić po wylocie i odkarmieniu młodych w czerwcu. Potrafi latać tuż nad głową uparcie szukając intruza. Pełnia wabienia sów przypada na przełom marca i kwietnia. Ładnie współpracują np. włochatka czy sóweczka. Więcej o wabieniu i fotografii sów można by się dowiedzieć od najbardziej zaawansowanych w temacie, czyli Artura Tabora i Czarka Korkosza.

Wróćmy do śpiewającego drobiazgu. Nie ma zmiłuj. Bez znajomości głosów - leżymy. Jeszcze, o ile da się zaobserwować gatunek i oznaczyć, to możemy głosu poszukać i dobrać. Gorzej kiedy to po wyjściu w teren dopada nas kakofonia dźwięków i musimy wyłapać kolejne „stacje” nadawcze. A różnice w pieśniach są czasem bardzo subtelne i trudne do uchwycenia. Czy to rokitniczka, czy wodniczka? Cierniówka, czy jarzębatka? Czasami po prostu pozostaje nam eliminacja tzw. środowiskowa. Np. jeśli głos dochodzi z zakrzewień wierzbowych - raczej będzie to rokitniczka, jeżeli natomiast śpiew dochodzi nas z otwartego turzycowiska, mamy 90% pewności co do wodniczki. Znowu wrócę do Tomka Ogrodowczyka. Podpatrywać zawodowca przy pracy to sama przyjemność, a i nauczyć się można sporo. 23 maja wybraliśmy się na Groblę Honczarowską. W pobliżu grądu Pogorzałe, na skraju zakrzaczeń, postanowiliśmy wabić wodniczkę. Trafił się akurat kawałek turzycowej łączki skąd dobiegał nas jej głos. Wybraliśmy miejsce. Usunęliśmy kilka suchych badylków. Chodziło o to by zawęzić możliwe miejsca gdzie wodniczka mogłaby siadać i pozostawić te najlepsze do fotografowania. Ustawiliśmy parawan, statywy, siedzenia. Tomek zainstalował głośnik i usiedliśmy przykrywając się dodatkowo siatką maskującą.
zobacz powiększenie w galerii
Puszczyk - Strix aluco © Piotr Dombrowski
Korpus Olympus E-300, obiektyw Sigma 135-400mm f/4.5-5.6, 1/125s, f/5.6, -1/3EV, ISO 200.
Po odtworzeniu głosu samiec podleciał na kilka metrów lecz z boku naszej grupki. Po chwili przeleciał na drugą stronę. Naciśnięta pauza - czekamy. Chwila i znowu start. Wtedy wodniczka przysiadła na badylku prawie naprzeciw nas. Kamera w ruch, migawki w ruch. Najlepiej, gdyby udało się uchwycić ją w trakcie śpiewu. A ta jak na złość akurat milczy. Znowu pauza i po chwili start. W końcu się udało. Nie obyło się bez kilku „głębszych” epitetów pod jej adresem ale w końcu zapozowała jak trzeba – w śpiewie i przodem do nas. Cała akcja trwała około 30 minut. Wyszliśmy na suchy kawałek ziemi. Otaczały nas niskie, zwarte kępy wierzb dotykających do niewielkiej brzezinki. Nagle Tomek się wsłuchał, zacichł i mówi - jarzębatka! Parawan pod brzózki, siatka na plecy, głośnik w krzewy.. Wystarczyła chwila i samiec tej naszej największej pokrzewki był koło nas. Skakał w krzewach, podlatywał na brzózkę i tak w kółko. W końcu udało się przywabić go na skraj krzewu. Znowu niecałe pół godziny i Tomek zadecydował, że trzeba już odpuścić. Przy okazji zamieszaniem zainteresowała się cierniówka. Zmiana dysku i wabimy cierniówkę. Ta pozowała idealnie, w dobrym tle i całkowicie na czysto. OK, mamy cierniówkę.
zobacz powiększenie w galerii
Derkacz - Crex crex © Piotr Dombrowski
Korpus Olympus E-300, obiektyw Sigma 135-400mm f/4.5-5.6, 1/60s, f/7.1, -2/3EV, ISO 200.
Uff...A tu 20m za nami zaterkotał derkacz. Szybka zmiana orientacji i przestawiamy manele na derkacza. Światło pada, chmury gęste, kropi i zimno. I znowu ta sama heca. Parawan, głośnik, siatka i do pracy... Dobrze, że derkacz usadowił się w pobliżu drogi. Jedyną możliwością złapania go w kadr było wyciągnąć go w koleinę, gdzie trawa była najniższa. Opierał się tylko chwilę. Najpierw wychodził na kępę turzycy, podglądał, podlatywał czasem w górę. W końcu przeleciał i usiadł tuż za naszymi plecami. Bez ruchu czekamy. Szelest z boku... przebiega z lewej. Nareszcie wyszedł na drogę. 1-2 s i znowu się chowa. Trzy podejścia - 15 ujęć. Światło marne, 10 nieostrych, ale jest. W ciągu dwóch godzin - cztery gatunki... Rewela!! A wszystko dzięki znakomitej orientacji w głosach ptaków Tomka, który wyłapał uchem co „w trawie piszczy” i od razu można było przyjąć taktykę pracy. Trochę to było na wariata, ale skutecznie.

Najlepiej jednak z lornetką w dłoni spokojnie dokonać ptasiej inwentaryzacji środowiska nawet przez parę dni, później przygotować sobie zestaw nagrań i dopiero wtedy ruszyć do boju. Warto wiedzieć gdzie najczęściej siada terytorialny samiec, dobrać sobie porę dnia i światło, a w razie potrzeby delikatnie oczyścić pole widzenia. Ważne
zobacz powiększenie w galerii
Cierniówka - Sylvia communis © Piotr Dombrowski
Korpus Olympus E-300, obiektyw Sigma 135-400mm f/4.5-5.6, 1/100s, f/7.1, -1/3EV, ISO 200.
jest by się zamaskować, chociaż niekoniecznie stawiać stałe ukrycie. Wystarczy siatka maskująca lub przenośny namiot fotograficzny. Byle maskowanie nie poruszało się wraz z każdym obrotem obiektywu. Zdarzyło mi się poprzedniej wiosny, że w trzy osoby wabiliśmy wąsatkę, bez żadnych maskowań, z całkiem dobrym rezultatem. Dużo zależy od gatunku, chociaż i w jego obrębie istnieją różnice w reakcjach na głos jak i poziomach lęku przed obiektywem. Aha, rzecz ważna!!! W 99% wypadków pierwsze wabienie danego osobnika daje najlepsze rezultaty. Po kilku razach lub zbyt długim czasie wabienia ptaki często obojętnieją i przestają reagować.

Praca z dźwiękiem przydaje się jednak nie tylko przy fotografowaniu śpiewaków. Bardzo pomocnym okazuje się też na tokowiskach dubeltów czy też głuszca. Dziwne? Mamy tokowisko i po co jeszcze głos? W przypadku dubeltów powody są właściwie dwa. Pierwszy to taki, że po zajęciu miejsca w ukryciu widzimy jak dubelty zlatują się powoli w rejon tokowiska i zapadają między kępy turzycy. Często słyszę jak przemykają koło budy rozchlapując
zobacz powiększenie w galerii
Dubelt - Gallinago media © Piotr Dombrowski
Korpus Olympus E-300, obiektyw Sigma 135-400mm f/4.5-5.6, 1/320s, f/8, -2/3EV, ISO 200.
wodę ale nie kwapią się do zajęcia swoich kęp. Wtedy warto na krótko puścić głos by lekko zainicjować tokowisko i tym samym uspokoić inne samce, że oto jeden już tokuje i się nie boi, to i reszta może już zaczynać. Drugim powodem jest uzyskanie odpowiedniego ujęcia tokującego dubelta. Pech akurat nas prześladuje i wybrany do fotografowania samiec cały czas tokuje w kierunku do nas przeciwnym czyli pokazuje nam ....plecy. Ma akurat drugiego tokującego dubelta w tamtym kierunku i do niego śle odpowiednie inwektywy. Co robić by mieć w kadrze samca z przodu? Ano nie pozostaje nam nic innego jak tylko uruchomić mp4-kę i sprowokować go do odwrócenia się w naszą stronę.

Skąd natomiast pomysł z głuszcem? Koguty tokują. My siedzimy i przed budą pusto. Jeżeli można wyeliminować powód lęku przed naszym ukryciem, to czemu teraz nie podchodzą? Prawdopodobnie gdzieś tam czai się kura i koguty skupiły się w jej pobliżu. Wtedy warto spróbować sprowokować koguty głosem kury puszczonym w pobliżu budy. Jeżeli nie pomoże, to na pewno nie zaszkodzi.

Maskowanie w terenie
Maskowanie w terenie © Piotr Dombrowski
Teraz trochę o szkodliwości będzie. Nikt nie dowiódł, żeby zbyt długo i intensywnie wabiony samiec któregokolwiek z gatunków porzucił swoje terytorium.

Nagrodą w tej edycji konkursu była pełna, licencjonowana wersja oprogramowania Adobe Photoshop CS2 PL.
Adobe Photoshop CS2 PL
















Jednak uważam, że to o niczym nie świadczy, ponieważ tak naprawdę nikt tego nie badał. Zaobserwowałem, że ma to jednak znaczenie. Im dłużej wabimy, tym bardziej dajemy odczuć, że jest tu samiec silny, który nie lęka się tego, który już tu się zasiedział. Może to doprowadzić do porzucenia terytorium? Może. Podobnie, jeżeli jeden osobnik jest niepokojony wielokrotnie w różnych odstępach czasu. Czy to zobojętnienie, czy rezygnacja z rewiru - trudno orzec. Fakt faktem - samiec porzuca w końcu terytorium. Więc z wabieniem jak z wódką. Rozsądnie i w niewielkich ilościach. Bo i innym (ptakom) napytamy biedy i sami będziemy mieć potem kaca.... moralnego.




Piotr Dombrowski

Piotr Dombrowski
fot. z archiwum autora.
Urodziłem się niestety zbyt późno by doświadczyć pełni mnogości gatunków zwierząt jakie zamieszkiwały licznie nasz kraj jeszcze 40 lat temu. Ominęły mnie wielkie tokowiska cietrzewia. Nie dane mi było zakosztować pospolitości kraski czy łatwości spotkań głuszca. Ale żyję w czasach, w których, jeśli się chce zostać miłośnikiem fotografii przyrodniczej, wystarczy trochę grosza i samozaparcia by z pierwszym swoim tele podpiętym do korpusu cyfrowej lustrzanki móc zgłębiać trudne owej fotografii arkana.

Chociaż zacząłem fotografować niecałe 10 lat temu, postęp technologiczny w tej dziedzinie był jak przełom epok. Pierwszy analog utrzymałem w dłoniach mając zaledwie 4 lata. Zenit, Nikon 301 i już swoje zwierciadło Rubinar 500/5,6 dołączałem do Olympusa E-300. Minęły czasy negatywu i slajdu nastała era CF. Obecnie używam Olympusa E-30, sigmy 135-400/ 4,5-5,6 oraz sigmy 150/2,8 macro. Czemu Olympusa? Tylu już fotografuje Canonem czy Nikonem, że i tak mają ciasno. Po co jeszcze jeden…

Nie jestem ptasiarzem. Fotografując mam w polu widzenia przyrodę jako całość. Równie przykładam się do ujęć ,,pierza” jak i ssaków. Z tą samą dbałością namierzam obiektywem rycyki, dubelty czy żurawie jak i łosie, jelenie czy lisa. Na makro brak tylko czasu, a do krajobrazów trzeba mieć dobre oko.

Pracuję w Biebrzańskim Parku Narodowym na terenie Basenu Dolnego. Dzięki warunkom przyrodniczym tego obszaru oraz wyrozumiałości Dyrektora Parku dla mej pasji mam wspaniałe pole do popisu. Wiosenne przeloty, rozlewiska, letnie świty, jesienne bukowisko i rykowisko oraz zimowa surowość Biebrzy powodują taką mnogość tematów, że sfotografowanie podstawowych zjawisk trzeba rozkładać w czasie na kilka lat.

Fotografia przyrodnicza to okrutnie ciężki ale satysfakcjonujący kawałek chleba. Od załamań, gdy po sześciu godzinach wysiadywania w ,,budzie” migawka nawet nie drgnęła, po wzloty duszy ku niebu po udanej sesji dubeltowej lub podejściu na kilkanaście metrów jesiennego łopatacza. I zdarzające się co jakiś czas bonusy w postaci niecodziennych ujęć, które są jak wisienki na smakowitym torcie.

Największym moim osiągnięciem fotograficzno-przyrodniczym była krótka, ale jakże cudowna sesja, kiedy to klępa dała się podejść na 50-60m po czym wstała i zaczęła przy mnie karmić dopiero co przyszłe na świat bliźniaki okazując mi tym samym niespotykane w przyrodzie zaufanie zwierzęcia do człowieka. Nic przed tym, ani, jak dotąd, nic później, nie sprawiło mi takiej satysfakcji w pracy z obiektywem.

Mówią, że fotografia przyrodnicza dużo uczy. Sama w sobie jakoś nie bardzo. Zmusza mnie natomiast do maksymalnego wykorzystania wiedzy dotyczącej zwierzyny i jej środowiska jaką do tej pory nabyłem, bezlitośnie karząc niepowodzeniem najmniejszą nonszalancję. Im więcej wysiłku, myślenia i serca wkłada się w swoją pracę tym obfitsze są jej owoce.

 

Konkursy:
Informacje o konkursach

Fotografujemy ptaki:
Regulamin konkursu

Laureaci:

- edycja XVIII (XII 2011) - Karolina Myroniuk
Karolina Myroniuk
- edycja XVII (X 2011) - Jacek Drozda
drozda_jacek_211_bw_30
- edycja XVI (IV 2011) - Miłosz Kowalewski
Miłosz Kowalewski
- edycja XV (XII 2010) - Tomasz Skorupka
- edycja XIV (X 2010) - Marcin Łukawski
- edycja XIII (II 2010) - Mariusz Pomaski
- edycja XII (XII 2009) - Krzysztof Stępień
- edycja XI (X 2009) - Marcin Nawrocki
- edycja X (VI 2009) - Mariusz Pawelec
- edycja IX (IV 2009) - Grzegorz Sawko
- edycja VIII (II 2009) - Leszek Lubicki
- edycja VII (XII 2008) - Michał Piekarski
- edycja VI (X 2008) - Piotr Mączyński
- edycja V (VIII 2008) - Bogusław Kotlarz
- edycja IV (VI 2008) - Mariusz Pawelec
- edycja III (III 2008) - Maciej Rębiś
- edycja II (II 2008) - Waldemar Krasowski
- edycja I (XII 2007) - Paweł Wacławik



Jak fotografować...
Regulamin konkursu

Laureaci:
- edycja XII (XII 2011) - Hubert Gajda
- edycja XI (IV 2011) - Zbigniew Maćko
- edycja X (XII 2010) - Zbigniew Maćko
- edycja VIII (VI 2010) - Zbigniew Maćko
- edycja VII (IX 2009) - Zbigniew Maćko
Jak fotografować wilgi

- edycja IX (X 2010) - Maciej Szymański
Jak fotografować jerzyki

- edycja VI (VI 2009) - Grzegorz Sawko
Jak fotografować dudki

- edycja V (IV 2009) - Piotr Dombrowski
- edycja IV (II 2009) - Zbigniew Maćko
- edycja III (XII 2008) - Bogusław Kotlarz
- edycja II (VIII 2008) - Waldemar Krasowski
- edycja I (VI 2008) - Kazimierz Pańszczyk



Fotorewiry

Laureaci:
- edycja II (XII 2011) - Karolina Myroniuk
- edycja I (XII 2010) - Ryszard Jasiński



Nagrody dla aktywnych użytkowników:
Album Wojciecha Misiukiewicza "Czapla. Siwa eminencja." - Tomasz Rusinek.
Książka Tadeusza Kłosowskiego "Co w dziczy kwiczy" - Edyta Kotik.
Książka Jana Walencika "Smak białowieskiego miodu" - Michał Kasprowicz.
Przewodnik "Ptasie ostoje": Aleksander Wiluś, Norbert Siegmund, Arkadiusz Makowski.
Książka Grzegorza i Tomasza Kłosowskich "Fotografujemy ptaki" - Jacek Adamczak, Andrzej Pietruszczak, Przemek Skwiercz, Karol Woźniakowski.
Album Grzegorza i Tomasza Kłosowskich "Biebrza. Sześć pór roku" - Olgierd Nowakowski, Piotr Dziełakowski, Katarzyna Gubrynowicz.
Album fotograficzny "Nasze Ptaki" wyd. Zagroda) - Robert Cichocki, Jolanta Lipska, Andrzej Cyganowski, Piotr Dombrowski, Krystian Jainta.
Poziomica fotograficzna Hama - Leszek Lubicki.
 
 
2007-2017 © Paweł Wietecha, nota prawna
 jesteśmy też na facebooku ostatnia aktualizacja: 05.04.2015, 18:29co nowego?
1x1px_trns.gif