• foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
 

Sonda

Czy fotografujesz ptaki?


 

Jaki korpus uważasz za najlepszy do fotografowania ptaków?


 

Jak archiwizujesz zdjęcia?


 

Zatrzymany przez sztorm Email
Autor: Łukasz Zandecki   

Opowieść związana ze zrobieniem samego zdjęcia byłaby bardzo krótka. Opiszę zatem trochę o tym co było przed i po.

Łukasz Zandecki
fot. z archiwum autora.
W 2006 roku pojechałem do Sopotu w połowie września sfotografować kilka mieszkań dla czasopism wnetrzarskich, bowiem jako fotograf zawodowy między innymi z tego rodzaju zdjęć się utrzymuję. Pierwszego dnia po zdjęciach poszedłem na spacer po plaży. Było już późno, blisko zachodu słońca, ale pogodnie. Życie nauczyło mnie, że fotograficzne licho nie śpi, więc tak na wszelki wypadek zabrałem Nikona z obiektywem makro 105mm. Idę sobie, idę w stronę Gdyni brzegiem zatoki, a tu nagle BACH!!! Foka sobie leży. Pyknąłem zdjęcie. Nawet miłe dla oka wyszło. Foka pospolita skąpana w fioletowej, zmierzchowej, barwie nieba i morza. Na drugi dzień popołudniu miałem trochę więcej czasu i pojechałem po pracy zobaczyć sobie Rewę. Wychodzę sobie na plażę, a tu wszędzie jakieś małe ptaszki biegają. Niezbyt przygotowany, w krótkim rękawku, w zimnym wietrze od morza, rozdygotany, w ciągu około dwóch godzin zrobiłem całkiem przyzwoite zdjęcia z następującymi bohaterami: biegus zmienny, biegus rdzawy, kamusznik, biegus malutki, sieweczka obrożna, piaskowiec. Normalnie raj! Sobie pomyślałem, tym bardziej, że słonko było wybitnie śliczne. Wracałem z tamtąd dość pokrętnie autem przez okolice Beki, bo jakieś ładne mgiełki tuż po zachodzie zaczęły się robić, więc wykombinowałem, że jakiś krajobraz sfotkuję. Zatrzymuję auto, rozstawiam sprzęcik i znowu BACH!!! Danielowa z młodym włazi w kadr. No i jak tu po takich dwóch dniach nie pokochać plenerów Zatoki Gdańskiej?

Rok później (2007) wyprawa w to miejsce była tak obowiązkowa jak wiosenny wypad nad Biebrzę. Jako, że z miejscówek rozpoznanych, tajemnicy przed innymi wielkiej nie robię, na wyjazd ze mną zabrał się Krzysiek Niedbala. Przyjechaliśmy wieczorem do Rewy i zajrzeliśmy na plażę. Były trzy ptaki. Biegusy zmienne. I zaczynała się ohydna pogoda. W nocy deszcz, wiatr, sztorm. Ale jak się pojechało ponad trzysta kilometrów ze stolicy, to co? Rano się człowiek z łóżka nie zwlecze i na plażę paręset metrów nie pójdzie zajrzeć? Tak też ambitnie z kolegą zrobiliśmy wspierając się wzajemnie w słuszności porannego wstawania. Idziemy sobie na plażę, a tam jakiś taki inny krajobraz niż wieczorem. Woda wyrzuciła na brzeg pełno drobnych muszelek z jakimiś glonami, a po tym wszystkim łazi stado ponad 30 biegusów rdzawych. Młodzież plus dwa dorosłe w resztce szaty godowej. Pogoda szara, ale polegliśmy szybciutko na mokrej ziemi i troszkę pofotkowaliśmy, choć zimny wiatr doskwierał mimo kalesonków. Potem była pora na śniadanie, więc biegusy zostawiliśmy, mimo że tak juz sie do nas przyzwyczaiły, iż na metr podchodziły. W pewnym momencie odłożyłem aparat, bo obiektyw 300mm już nie ostrzył tak bliskich portretów, i zrobiłem ptakom zdjęcie szerokokątnym obiektywem mojego telefonu...

Po śniadaniu pogoda była niezmiennie pochmurnie pomroczna. Jako, że woda na zatoce po helskiej stronie Szpyrku szalała mocniej niż spokojne lustro po stronie Beki, stwierdziliśmy, że pojedziemy zobaczyć Hel, bo turystów nie będzie a może być fajny pejzaż z rozszalałymi falami. Na Helu wiało jak... jak to na Helu w czasie sztormowego wiatru. Z portu nas wywiało i wylało bo woda rozbryzgując się o nabrzeże i falochron była porywana przez wiatr i wylewała się na wszystko kubłami. Krzysiek zapragnął zobaczyć plażę od strony morza. Trochę mi sie nie chciało, no bo co tam będzie? A poza tym juz sie żołądek o rybkę z grilla dopominał. Ale poszliśmy. Wejście numer 60 i coś tam. W połowie drogi Krzyśkowi przestało się chcieć. No ale jak tak mam, że jak już się dokądś wybiorę to staram sie dotrzeć. Więc dzięki temu, że pierwsze pół drogi chciało się Krzyśkowi, a drugie pół drogi chciało się mnie, w końcu dotarliśmy do brzegu morza.

Na plaży szok. Takiego, bez ogródek określając, syfu jeszcze nie widziałem nad Bałtykiem. Jakieś wielkie reklamy-flagi, poprzewracane śmietniki z których mewy powyciągały wszystko co tylko się dało. A w tym wszystkim, niczym wisienka w torcie: dwa młode biegusy rdzawe, które w nocy przywiał sztorm. O mocnym wietrze, rozszalałym morzu szumiącym tak, że ledwo było słychać własne myśli, i unoszącym się wszędzie piasku na chwilkę zapomniałem. Po głowie chodziła tylko myśl: "nie ruszajcie się ptaszki, to będzie piękne zdjęcie. Mentalnie już tą fotografię zrobiłem. Już miałem ją w głowie. Teraz należało myśl przełożyć na czyn. Moja magiczna maskująco - uszczelniająca skarpetka z obciętym końcem już była na obiektywie. Nikon D200 teoretycznie uszczelniony, zatem sprzęt powinien dać rade piaskowi.
zobacz powiększenie w galerii
Biegus rdzawy.
© Łukasz Zandecki


Korpus Nikon D200, obiektyw Nikkor 300mm f/4D ED-IF AF-S, 1/750s, f/4.5, 1/3EV, ISO 160.
No to myk na parter i powolne podczołgiwanie do ptaków. Krzysiek zrobił to samo, tylko jak się później okazało z trochę mniej fortunnej strony. Po krótkiej chwili byliśmy już bardzo blisko biegusów, które ku naszej radości zupełnie nas zlekceważyły. Można się było skupić na artystycznej stronie roboty: kadrowaniu i czekaniu na moment. Powstało wiele zdjęć w pionie i poziomie, z jednym i z dwoma ptakami. Po parunastu minutach wyszło na chwilę zza porwanych chmur słońce, na moment osłabł wiatr, a wtedy ptaszyny ożywiły się i odleciały w stronę Władysławowa. Pewnie coś skonsumować. Zachęceni przykładem udaliśmy sie na dorsza do Jastarni. W restauracji przejrzeliśmy zdjęcia. Cieszyłem się, że jest fajny moment uchwycony, ale zupełnie nie myślałem, że to może być konkursowe zdjęcie. Zresztą do tej pory nie wysyłałem zdjęć na konkursy z wyjątkiem wewnętrznego konkursu Związku Polskich Fotografów Przyrody (ZPFP). Zdjęcie podobało się ludziom, ale na lokalnym wielkopolskim konkursie ZPFP, jury w ogóle go nie zauważyło, więc tym bardziej nie myślałem, że to jakaś nadzwyczajna fotografia. Chociaż moja narzeczona Agnieszka dopingowała mnie, żebym jeszcze gdzieś to zdjęcie wysłał argumentując, że większość zdjęć to ptaki na gałązce, albo przy padlinie, a to jest inne bo pokazuje jak ten niewielki szary ptaszek dostaje po tyłku od przyrody.

W styczniu oddział mazowiecki ZPFP zaprosił mnie do sędziowania w lokalnym konkursie (jako członek ZPFP należałem wtedy jeszcze do okręgu wielkopolskiego). Nagle w kategorii ptaki pokazane nam zostało zdjęcie Krzyśka z dwoma biegusami (lekko na siebie nachodzą w niezbyt fortunny sposób, na co Krzysiek był wściekły bo się ze złej strony podczołgał). Po pierwszym przeglądzie zdjęć, powiedziałem reszcie jurorów, że ja sie wyłączam od sędziowania w tej kategorii bo jest tu zdjęcie przy którego powstawaniu byłem i sam mam podobne. Jury długo debatowało. To była najtrudniejsza do ocenienia kategoria i najwięcej czasu na nią poszło. Ogromne szanse miały zdjęcia bielików. Ale w końcu zapadła decyzja, że jednak nagrodzone zostaną biegusy w piasku bo są bardziej niecodzienne, i pewnie wielu w ogóle by w taka pogodę nie fotografowało. Wtedy zapaliło się mi w głowie światełko, że jury w okręgu wielkopolskim zupełnie się pomyliło nie dostrzegając zdjęcia, i że warto je gdzieś wysłać w świat. Chciałem je wysłać na konkurs BBC, ale tak się zdarzyło, że z dnia na dzień lekarz położył mnie w szpitalu celem wycięcia nagle odkrytego guza mózgu. Mając zatem zupełnie inne rzeczy na głowie (lub raczej w niej) zapomniałem o BBC i całej masie innych mało ważnych rzeczy, które na codzień tylko wydają nam się ważne. Jak już było po sprawie i zacząłem jako tako funkcjonować, to wyrobiłem się tylko z załapaniem się na konkurs European Wildlife Photographer of the Year GDT. Potem wysłałem jeszcze zdjęcie na konkurs Foto-Eko PTOP Salamandra. Akurat miałem powiększenia bo robiłem testowe wydruki różnych fotografii na rozmaitych ustawieniach koloru. Za dużo było tych papierowych zdjęć to postanowiłem je jakoś zutylizować :-)

E-mail z GDT mój program pocztowy wrzucił do spamu. Miałem go skasować, ale po wejściu do folderu spam był akurat jako pierwszy i się wyświetlił. O matko! Uśmiechałem się przez dwa dni, jak po wyjściu ze szpitala (wtedy uśmiechałem się ze zrozumiałych względów trochę dłużej, ale tak samo szeroko). Pierwsze miejsce w kategorii ptaki w poważnym i renomowanym międzynarodowym konkursie. Hura! Potem uśmiechałem się znowu jak przyszły wyniki z Salamandry. Tutaj również omawiana fotografia zajęła pierwsze miejsce, wygrywając cały konkurs. Daje to niesamowitego kopa do dalszej roboty. Wszystkim życzę takiego kopniaka. Chciałbym też podziękować Krzyśkowi, że chciało mu się iść na ta plażę w Helu.
 
 
2007-2017 © Paweł Wietecha, nota prawna
 jesteśmy też na facebooku ostatnia aktualizacja: 05.04.2015, 18:29co nowego?
1x1px_trns.gif