• foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
 

Sonda

Sprzętu jakiej marki używasz najczęściej?


 

Jak archiwizujesz zdjęcia?


 

Bielik Email
Autor: Tomasz Kłosowski   
Tomasz Kłosowski
© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Bielik i kruk© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Pierwsze bliskie spotkanie nastąpiło w chwili, gdy go... za nic nie chciałem. Pragnąłem, owszem, by się odbyło w tym właśnie miejscu, tylko przynajmniej za jakieś dwie godziny. Nadleśniczy zapowiadał, że tak właśnie będzie. Od lat zbierał tusze łosi, które na administrowanym przez niego terenie zginęły na szosach i torach, zwożąc je na nęcisko, urządzone tuż koło jego leśnej chaty. Orły przylatywały tu liczącymi po 5 sztuk stadkami, siadały na sąsiednich ulach i dawały się oglądać z okien budyneczku. Nie były zbyt płochliwe, za to punktualne. Według właścicieli posesji zjawiały się zawsze koło 10-11 przed południem.

My jednak na wszelki wypadek postanowiliśmy przychodzić tu o świcie, kryjąc się w budce, przytulonej do małej sosenki i taką udającą. Oczywiście po to, by nie spłoszyć ptaków, gdyby przyleciały wcześniej. Mróz był tęgi i nie można było wykluczyć, że zmienią swój rozkład dnia. Zmieniły – nie przylatywały wcale.
© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Bielik© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Tego ranka, po kolejnych nieudanych w ciągu poprzednich dni, szedłem trochę spóźniony i bez wiary. Gdy jednak wychynąłem zza węgła leśnego domku, śmiało i bez kamuflażu podążając po chrupiącym śniegu, w fioletowym blasku zorzy mroźnego poranka ujrzałem przy padlinie pokaźną ptasią postać. U dołu ciemniejszą, u góry – na szyi i głowie jaśniejszą. Tyle zapamiętałem. Zrobiłem krok do tyłu, kryjąc się za węgłem. Zoczył mnie, czy nie. Jeżeli nie, to po cichu muszę się wycofać dziś już tu nie wracać. Po chwili jednak, gdy delikatnie wyjrzałem zza rogu, przy padlinie było już pusto. Zatem jednak go spłoszyłem. Mimo to zaszyłem się w ukryciu – może jeszcze wróci? Nie wrócił. Do jadła przylatywały kruki, myszołowy, nawet jastrząb. Żaden bielik się nie pofatygował.

Kolejne spotkanie miało nastąpić dopiero po latach, gdy do spółki z młodym leśniczym urządziliśmy podobną zasadzkę. Znów wiele po parę godzin trwających czatów na mrozie. Zaszywanie się w budzie po ciemku, by się przed okiem ptaków nie zdradzić. I znów nic.

© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Bielik© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Do leśniczego przyjechali znajomi i też chcieli zakosztować łowów na nasze latające godło narodowe. Nie stawili się jednak o świcie, tylko weszli do ukrycia w pełni dnia. Po dwóch, czy trzech godzinach wyszli uśmiechnięci od ucha do ucha – przyleciały dwa orły i pięknie pozowały. Oko nam zbielało na widok takich zdjęć bielików, gdy jeden majestatyczny ptak leci nad drugim tuż nad ziemią!

Po tym wydarzeniu na zmianę warowaliśmy z Grześkiem w budzie. Znów na nic. Gdy śnieg zaczął topnieć, zapowiadając przedwiośnie, nasz kolega w leśnym mundurze oświadczył, że i on zasiądzie sobie na jeden dzień z aparatem. Zasiadł. Przyleciały dwa bieliki i do tego pięknie tokowały.

Zabierając się stamtąd, z trudem tylko ukrywaliśmy złość, zazdrość, a nawet zawiść. Nabierając jednocześnie przekonania, że musimy mieć w sobie jakieś tajemnicze demony, odganiające od nas każdą żywą istotę, którą chcemy sfotografować.

Kolejna zimowa sesja, już w innym miejscu i czasie, zaczęła się tak samo. Kolejne dni na nic. Siedząc w ciasnym ukryciu na mrozie pomyślałem, że mamy w sobie coś z hazardzistów: przegrywają, a wciąż liczą na łut szczęścia.

© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Bielik i kruki© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Momentu, kiedy Go pierwszy raz zobaczyłem na pokaźnej płachcie śniegu w pobliżu budy, nigdy nie zapomnę. O Jego bliskości zawiadomiły mnie kruki, latające niecierpliwie nad jadłem i usiłujące kogoś atakować. Przez wziernik namiotu ujrzałem na śnieżnej równinie starego bielika. Miał jeszcze spory dystans do miejsca uczty. Miałem wrażenie, że jest mocno spłoszony i niezdecydowany, czego jednak bał się bardziej – kruków, czy naszego dyskretnie przytulonego i zamaskowanego turzycami ukrycia – nie mogłem dojść. Podleci, czy nie podleci? Jeżeli zechce dystans do pokarmu przebyć na skrzydłach, to będzie musiał wystartować w stronę mojego obiektywu i zaraz wylądować. Czy może być lepsza okazja do uchwycenia lecącego orła? Na ptaki podążające powolnym lotem najłatwiej jest ustawić ostrość, najłatwiej uchwycić je w kadr. Zacząłem więc wolno obracać 500-tkę w kierunku postaci ptaka. Wewnętrzny głos rozsądku wołał, by na razie tego nie robić, bo nie powinno się już na wstępie niepokoić skrzydlatych aktorów. Ale ręce zastanawiały się szybciej niż głowa. Kto nie przesiedział wielu tygodni na darmo, ten nie wie, jak łatwo ulec emocjom i sprzeniewierzyć się nawet najsłuszniejszej z reguł fotografowania dzikich zwierząt.

© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Bielik i kruk© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Bielik© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy


Dylemat: fotografować, czy jeszcze nie, rozstrzygnął sam bielik, bo zamiast wystartować, jął kopać się przez śnieg. Gdy było już blisko, podbiegł, kiwając się na boki. W moich oczach utracił cały swój majestat, wyglądał jak duża, żółtonoga kura w drodze do ziarna. Kruki przy mięsie ustąpiły mu z drogi. Na moje nieszczęście. Ich zamazany kordon wciąż zasłaniał wymarzonego ptaka i z rozpaczą stwierdziłem, że mimo tylu poświęceń, niczego tu nie sfotografuję. To podłe uczucie – widzieć upragniony motyw w zasięgu ręki zbrojnej w teleobiektyw i czuć się bezradnym. Założyłem delikatnie (o ile tak to można zrobić na mrozie) konwerter 2x, by choć wyjąć z plątaniny czarnych postaci jakiś portret bielika. Znów na swoje nieszczęście, bo ptak, zmęczony utarczkami z rozbójnikami o czarnych piórach, nagle porwał się do lotu. Ukazał cały tułów ze szponami, a ja dzielnie złapałem ostrość na głowę. Cóż z tego, skoro przy tym zbliżeniu skrzydła – największa ozdoba ptaka – były całkiem obcięte.

© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Bielik i kruk© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Gdy tak długo, wśród cierpień oczekiwana zdobycz wymknie się nam, rozpaczliwie myślimy o uratowaniu sesji i naprawieniu tego, czy owego w komputerze. Jestem tego zdecydowanym przeciwnikiem. Niemniej tym razem próbowałem rozpaczliwych sztuczek, usuwając z postaci bielika nieostre pióra przesłaniających go kruków i wstawiając w to miejsce jego własne z innych części ciała. Efekt: zdjęcie nieudane, choć przecież niosące prawdę, zamieniło się w zupełne bohomazy.

Jednak, jak to często – i nie wiedzieć dlaczego – bywa przy fotografowaniu zwierząt w naturze, sceny z życia bielików zaczęły się teraz przy naszym nęcisku sypać jak z rękawa. Przylatywało po kilka orłów, głównie młodych, bo jak wynika z badań, to one jako jeszcze niewprawne w łowach najczęściej korzystają z padłych zwierząt. Miejsce przy aparatach zajął teraz Grzesiek, jako sprawniejszy w technice wykonywania reporterskich trudnych zdjęć. Wobec drużyny bielików kruki podały tyły, rozwlekając mięso po otoczeniu nęciska i nie zasłaniając nam już wielkich drapieżników. To bardzo poszerzyło i urozmaiciło plan zdjęciowy. Grzesiek połapał loty bielików i ich powietrzne zapasy z krukami.

© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Orlik grubodzioby© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Pewnego dnia opuścił ukrycie z tajemniczą miną. W domu przy laptopie pokazał nieostro uchwyconą postać niedużego orła, i to najprawdziwszego przedstawiciela rodzaju Aquila, lecącego nieomal za obiektyw. Znajomy ornitolog ocenił, że to rzadki orlik grubodzioby. Wiedzieliśmy, że co roku gniazduje w pobliskim lesie, ale kojarzyliśmy go raczej z rozkwitłymi szuwarami i letnimi kominami termicznymi, w których pięknie krąży. Ale ze śniegiem? No cóż, mimo końca marca, zima trzymała i ptak widocznie nie mógł już czekać z powrotem do lęgowego domostwa. Tu zaś musiał, rad nierad, dołączyć do miejscowych ścierwojadów. Orlik grubodzioby wśród śniegu – to ornitologiczny fuks!

Jak widać, fotografowi ptaków nie pozostaje nic innego, jak uwierzyć w cuda. Jednak na wykorzystanie takich cudów trzeba ciężko i z poświęceniem zapracować, nie ma cudów....
 
 
2007-2017 © Paweł Wietecha, nota prawna
 jesteśmy też na facebooku ostatnia aktualizacja: 05.04.2015, 18:29co nowego?
1x1px_trns.gif