• foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
foto-ptaki.pl arrow Fotoopowieści arrow Sikory - żywe srebro
 

Sonda

Sprzętu jakiej marki używasz najczęściej?


 

Jak archiwizujesz zdjęcia?


 

Sikory - żywe srebro Email
Autor: Tomasz Kłosowski   

Chcesz zostać dobrym fotografem ptaków? Odwróć oczy i obiektyw od orłów, puchaczy i cietrzewi. Skieruj je na sikorki.

Tomasz Kłosowski
© Grzegorz Kłosowski
Bogatka© Grzegorz Kłosowski
Srebro, a może nawet złoto, zważywszy, że najpopular- niejsze z sikor - bogatka i modraszka - mają w upierzeniu dużo złocistożółtych barw. Ale spośród sześciu występujących u nas sikor pozostałe cztery nie mają barw widmowych, a ich szaty są kompozycją czerni i bieli.

Jednak w przypadku sikor fotografowi nie o barwność chodzi, ma bowiem do wyboru ptaki bardziej kolorowe. Nawet zimą stale widujemy gile, dzwońce, trznadle, dzięcioły, sójki, zimorodki... Natomiast tym, co z jednej strony odstrasza od sikor, a drugiej do nich przyciąga, jest ich niebywała ruchliwość. Stanowi ona dla fotografów szansę na ustawiczny trening. Zwłaszcza, że dziś, w dobie dostępności „szybkostrzelnego” sprzętu fotograficznego, wymaga się zdjęć ptaków, pokazujących te istoty w akcji - w locie, w pojedynku o pożywienie, w zalotach. Ptaszki sztywno przesiadujące na gałązkach przestały być interesujące jako motyw zdjęć.
© Paweł Wietecha
Modraszka© Paweł Wietecha

Sikory można fotografować

przez okrągły rok

Nie znaczy to, że - wbrew obiegowej opinii - w ogóle one nie odlatują. Przedstawiciele niektórych gatunków, zwłaszcza sztuki młode, wędrują dość daleko na południe i zachód. Tak jest np. w przypadku bogatki. Na miejsce odlatujących przylatują goście z północy i wschodu na przezimowanie. Stąd stała obecność sikor w naszym krajobrazie.

Ptaki te nie okazują bojaźni przed ludźmi, odwiedzają podwórka, karmniki, a w parkach miejskich raz zanęcone siadają na otwartej dłoni człowieka, jeżeli ta zawiera jakiś poczęstunek, nasiona słonecznika, pokruszone orzechy. Gatunki związane z drzewami i krzewami liściastymi zimą, gdy te są bezlistne, zaglądają, czy wręcz pukają do okien. Widzą bowiem kwiatki w doniczkach albo całe girlandy liści na ścianach i próbują się do nich dostać, licząc na owady. Już z tych przykładów widać, że stwarzają fotografowi przyrody moc okazji. Ale najlepiej te ptaszki po prostu przywabić.

© Paweł Wietecha
Czarnogłówka© Paweł Wietecha
Tu wypadnie zauważyć, że są dwie grupy sikor, różniące się środowiskami życia. Bogatka, modraszka i wyraźnie od nich rzadsza mniszka, czyli sikora uboga - to mieszkanki lasów i parków z dominacją drzew liściastych. Zaś sosnówka, czarnogłówka, a nade wszystko czubatka, to ptaki borów iglastych. Przy czym sosnówka może żyć też w lesie mieszanym, co nie zdarza się czubatce. Jak żaden chyba inny ptak związana jest z najuboższymi młodnikami i drągowinami sosnowymi. Toteż to właśnie ją powinniśmy nazywać sosnówką.

Nie chodzi tu oczywiście o nazwy, ale o dość odmienne tryby życia ptaków. Czubatka, a zwykle też sosnówka, mogą odwiedzać tylko karmnik urządzony w lesie iglastym, czy też umieszczony w pobliżu domostwa całkiem takim lasem otoczonego.

Najprostszym sposobem przywabienia sikor jest rozwieszanie kawałków słoniny albo też pojemników z mieszanką nasion oleistych. Sprytny fotograf raczej nie chwyta w obiektyw ptaków czepiających się tych delicji, bo to temat ograny, ale próbuje łapać sztuki zbliżające się do karmnika, siadające na gałązkach, czy zrywające się do lotu. Jeszcze bardziej sprytni fotografowie tworzą karmidełko dyskretne...

Ptasia choinka

© Grzegorz Kłosowski
Bogatka© Grzegorz Kłosowski
To świerk lub inny iglak rosnący na podwórku ozdobiony drobnymi bryłkami tłuszczu i nasion, wetkniętymi w kąciki gałązek. Ptaki tak zakamuflowaną stołówkę odnajdują wolniej niż biały połeć słoniny czy bryłę tłuszczu, ale można się uciec do podstępu. Najpierw zawiesić koło wybranego drzewka lub na nim bryłkę mieszanki tłuszczu z nasionami. Gdy ptaki ją dziobią na ziemię spadają okruchy, podejmowane natychmiast przez osobniki niżej stojące w hierarchii. Ta jest zaś wśród sikor bardzo wyrazista. Dotyczy to zwłaszcza bogatek. Osobniki, a przede wszystkim samce, odznaczające się bardziej niż inne wyrazistym czarnym krawatem obejmują dowództwo i próbują przepędzać resztę. Jeżeli przy karmidle jest zbyt mało miejsca, niżej postawione ptaki kontentują się tym, co spadnie na ziemię lub między gałęzie. To zmusza je do poszukiwań, więc jeżeli najpierw przywabić całe stadko większą i widoczną przynętą, a później zastąpić bardziej ukrytą, jest szansa, że ją odnajdą i że przy niej pozostaną. Tak właśnie starałem się robić pamiętając, że skoro dokarmianie już zostało rozpoczęte, to trzeba je prowadzić całą zimę. Chodzi o to, by nie narażać ptaków na zbędne kręcenie się przy pustej stołówce, utratę sił, energii i czasu, którego na poszukiwaniu żeru nie jest wiele podczas krótkich zimowych dni.

© Paweł Wietecha
Modraszka© Paweł Wietecha
Odpowiednio kształtując karmidło dla sikor, można uzyskiwać przeróżne zdjęcia. Niektórzy np. w stosunkowo grubą i porozwidlaną gałązkę utykają tłuszcz lub nasiona w regularnych odstępach. Zdarza się wtedy, że wiele sikor siądzie tu naraz, każda przy innym kąsku i utworzą malowniczy szereg. Ten zaskakujący efekt jest jednak dosyć sztuczny. Można też nasiona wysypać na murek czy do skrzynki na kwiaty, a nisko nad nimi zawiesić gałąź bez przynęty, by ptaki siadały na tej podporze - dwójkami, czwórkami, całym stadkiem.

Początkowo wysypywałem garstkę wyłuskanych nasion słonecznika w zagłębienie pnia leżącego na skraju podwórka. Obok rosła brzoza, którą ptaki najpierw oblepiały niczym choinkę bez igieł, a następnie sfruwały po zdobycz. Obsiadały jednak brzeg „talerza” z nasionami, przypadkowo i nieporządnie. Nic ze zdjęć. Ustawiłem więc na pniu inny pień, którego końcówka skierowana w górę, miała kształt ostro zakończonej stromej skały. W ten wierzchołek wtykałem nasiona i drobiny tłuszczu. Wtedy zaczęło się. Dwie sikory nie śmiały usiąść na wierzchołku. Gdy jedna siadła, druga trzepotała obok. Albo dwie trzepotały, starając się ubiec konkurenta i w pierwszej kolejności dotrzeć do zdobyczy. Niektóre próbowały w locie wydłubać nasionko ze szczeliny. Ruszyło mnie sumienie, że oto napuszczam ptaki na siebie i wywołują konflikty. Dlatego zacząłem robić dłuższe przerwy, sypiąc w tym czasie pokarm szeroką garścią u podnóża pniaka, gdzie mogło spokojnie, pokrzepiać się kilka ptaków naraz. To zmniejszało szansę na uzyskanie ciekawych zdjęć, ale w fotografii przyrody obowiązuje stara zasada Hipokratesa: przede wszystkim nie szkodzić.

Jak z procy

© Paweł Wietecha
Czarnogłówka© Paweł Wietecha
No a polować na sikory trzeba bezustannie przez długie godziny i wiele dni. Jeżeli bowiem chcemy mieć na zdjęciach ptaki w akcji, a nie siedzące nieruchomo na patykach mumie, trzeba wystrzelać tysiące klatek. Aparat cyfrowy pozwala to robić pod względem ekonomicznym bezboleśnie, ale za to powstaje mnóstwo klatek pustych, bo przeważnie nie zdążymy uchwycić sikorki, która spada na zdobycz jak kamyk, a odfruwa jak... kamyk wystrzelony z procy! Albo i szybciej. Gwarancja „zamrożenia” lecącego ptaszka - to użycie flesza. Czas jego błysku jest wystarczająco krótki (np. 1/250 sek.), co przy dużej sile światła pozwala mocno przysłonić obiektyw, uzyskując dużą głębię ostrości - a więc zdobyć nieomal idealnie ostre zdjęcie lecącego ptaka. To wszystko jest jednak trudne w warunkach zimowych. Zwłaszcza, że trzeba użyć 2 - 3 lamp, bo jedna, świecąca frontalnie, daje płaski i sztuczny obrazek. Zawsze próbowałem coś zdziałać w świetle naturalnym, ale nie w jaskrawe dni słoneczne tylko wtedy, gdy słońce ledwo wyziera zza chmur. Przy śnieżnej aurze jest wtedy dość światła, a leżący śnieg działa dodatkowo jak blenda, doświetlająca ptaki od spodu.

© Grzegorz Kłosowski
Bogatka© Grzegorz Kłosowski
Niewiele udanych zdjęć ptaków w ruchu zdobyłem, zdobywając jednak sporo doświadczeń. Trzeba przede wszystkim „mieć w oczach” studium ruchu sikory. Jeżeli podlatuje ona z pewnej odległości, porusza się lotem falistym. Fotografowi najłatwiej jest uchwycić obraz lecącego ptaka, gdy ten leci do niego. Ale musi poruszać się w miarę prostolinijnie. Inaczej - jak w przypadku sikory - widzimy to unoszące się, to opadające „jojo”, co rusz wyskakujące poza kadr.

Większą szansę dają starty i lądowania. Lądująca sikora nie bije skrzydłami, a od pewnego momentu po prostu spada na upatrzone miejsce. Jeżeli wiemy, że nadleci prostopadle do nas, nie próbujmy za lecącą wodzić obiektywem. Trzeba ustawić się nie za blisko miejsca, gdzie na pewno wyląduje, bo tam zatknęliśmy np. ziarenko i na to miejsce nastawić ostrość. Potem odłączyć autofocus bo przy najmniejszym ruchu aparatem zacznie „szaleć”, a na lecącego prostopadle ptaka i tak nie zdążymy ustawić ostrości, nawet przy ustawieniu AI Servo/S (Canon/Nikon), kiedy to aparat cały czas koryguje ostrość poruszającego się obiektu. To na nic wobec szybkości sikorki. Z wyłączonym autofocusem trzeba czekać i kątem oka sprawdzać czy któraś z sikorek, z lewej lub z prawej strony nie przysiadła na gałązce i nie sposobi się do startu po zdobycz. Migawkę trzeba uruchomić, zanim wystartuje. Jeżeli zrobimy to o ułamek sekundy później, prawie na pewno uzyskamy już wizerunek ptaka siedzącego w miejscu lądowania. Trzeba ten moment poprzedzający start wyczuć. Jak? Chyba po wielu takich próbach trzeba stać się sikorką. Reagować prawie jak ona.

© Paweł Wietecha
Bogatka© Paweł Wietecha
Jeżeli ptak nas zmyli i jednak nie wystartuje, uzyskamy tylko zdjęcie miejsca, w którym pewnie by wylądował. Podczas moich łowów była to ostra końcówka zmurszałego pniaka.

Zakładałem dotąd, że używamy aparatu naświetlającego pojedyncze klatki. Ale współczesne lustrzanki mogą przecież wykonywać serie liczące po kilka klatek na sekundę za jednym naciśnięciem spustu. Mój cyfrowy Canon EOS 20D pozwalał na pięć klatek na sekundę. Ale użyty później Canon EOS 1D Mark II może robić po osiem i pół klatki na sekundę, a dzięki odpowiedniej pojemności bufora pamięci przez czas dużo dłuższy. To pozwala zarejestrować przelot sikorki z większą pewnością. Gdy czujemy, że zaraz wystartuje, musimy „puścić serię”. I tak nie zarejestrujemy całego przelotu, ale jest szansa, że uchwycimy jedną z ostatnich faz dolotu do zdobyczy. Pod warunkiem, że przy technice cyfrowej i ustawieniu aparatu na czułość 400 ASA czas pracy migawki będzie rzędu 1/1600 - 1/2000 sek., a i to może nie wystarczyć do uzyskania ostrego zdjęcia zawieszonego w powietrzu ptaka. Jeszcze gorzej przedstawia się to przy chwytaniu startu, kiedy ptaszek wylatuje jak pocisk, a do tego prawie od razu opuszcza skromną strefę ostrości obiektywu.

Ptaki żyją jak gdyby w innym czasie niż my. Zwłaszcza sikory. Nim pomyślimy, że coś zrobią, robią nie tylko to, ale wykonują parę jeszcze innych czynności. Trzeba zacząć fotografowanie nim stanie się to, na co czekamy: start, trzepot, lądowanie. Cóż, nawet dysponując zaawansowaną techniką trudno stać się szybkim i sprawnym jak uchodząca za głupiutką sikorka...
 
 
2007-2017 © Paweł Wietecha, nota prawna
 jesteśmy też na facebooku ostatnia aktualizacja: 05.04.2015, 18:29co nowego?
1x1px_trns.gif